-Ała!- Krzyknęłam czując uderzenie w głowę.
-Gdzie ja jestem?- Zapytałam po chwili rozglądając się po otoczeniu. Siedziałam w samochodzie, droga była dość zdegustowana. Pełna dziur i niezadbana, to dlatego uderzyłam się w głowę.
-Jedziemy do domu. - Odparł kierowca. Przyjrzałam mu się dokładnie i w owej postaci rozpoznałam Fabiana. Nie wiedziałam, że umie prowadzić. Czasem tata dawał mu usiąść za kierownicą, ale tak samemu?
- Do domu? A gdzie rodzice?- Byłam dość zszokowana i zdezorientowana.
-Nic nie pamiętasz?- zapytał podając mi lusterko. Moje włosy były krótkie i czarne, a oczy soczystoczerwone.
-Co s...-chciałam zapytać, ale w tym momencie wszystko sobie przypomniałam. Krew, cierpienie, śmierć, Ojciec...
-Ojciec!- Złapałam za siedzenie kierowcy a wystraszony moim krzykiem Fabian gwałtownie skręcił i wpadliśmy w poślizg.
-Nie krzycz tak bo nas pozabijam. Przecież wiesz, że nie umiem dobrze prowadzić, a musimy się dostać do domu.- Powiedział dość spokojnie jak na sytuacje, w której się znaleźliśmy.
-Co z ojcem? Nie żyje, mama taż. Jedziemy do domu i musimy sobie jakoś poradzić. Pójdziemy do szkoły i na razie będziemy się utrzymywać z tej kasy którą mamy. Potem znajdę pracę, chociaż nie będzie to tak szybko konieczne z naszym stanem konta.- Zaśmiał się w duszy wypowiadając ostatnie słowa.
-Nie ten ojciec, tylko mój Ojciec! On mnie znajdzie i Cię zabije! A mnie ześle do kotłów!
-Czekaj, czekaj. Nic nie rozumiem. Jakich kotłów? Jaki oj...
- Mój Ojciec! Znajdzie nas i w piekle ześle mnie do kołów i spali, ale wciąż będę żyć i cierpieć!Musimy uciekać!-mówiłam coraz bardziej przerażona.
-Okey. A więc muszę zmienić cały plan, ale do szkoły musisz chodzić. Jak duże wgląd ma ten Twój ojciec? Co możemy zrobić, aby Cię nie znalazł?
- Musimy mieć stróża, ale to nie jest takie łatwe. Stróż pojawia się, gdy ktoś traci całkowitą chęć do życia i... Czekaj..-rozejrzałam się dookoła. Nie widziałam stróża, ale czułam go. Zmieniając się z powrotem w człowieka straciłam cześć zdolności ale nie wszystkie. Wciąż czułam inne anioły i nadzorców. Słyszałam myśli innych i czytałam ich uczucia gdy tego potrzebowałam.
-O stróża nie musimy się martwić. Ktoś już Ci towarzyszy od jakiegoś czasu.- tym momencie koło mnie pojawił się chłopak w wieku Fabiana z krótkimi blond włosami, dość wysoki o niebieskich oczach. Był ubrany w rozpiętą koszulę w kratkę, biały T-shirt i ciemne jeansy.
-Jestem Angelo White.Dziwne nazwisko co nie? Ale niestety wszystkie anioły tak mają. Widać ktoś mnie uprzedził w opiece nad Fab...- Uśmiechnął się i za chwile spochmurniał widząc moje czerwone oczy. Odsunął się najdalej jak mógł.
- A..An...- Wybełkotał tylko tyle.
-Amelia. - Powiedział Fabian.
-I nie udawaj głupiego. Już od dawna tu jesteś i ją znasz...- skwitował Fab dość podirytowanym tonem.
-Ale nie myślałem, że ją zabierzesz! Nie po to oddałem swoje pióro, żebyś dał jej się załatwić!- Z zdenerwowanego Angelo słowa wypływały niczym potok, albo spadający deszcz w czasie burzy.
- To moja siostra i chcielibyśmy byś nam pomógł. Ona już nie che być taka. Chcemy żyć normalne, a Ami mówi, że jesteś nam do tego potrzebny.
-T..Tak. Jesteś nam potrzebny...Aby uciec potrzebujemy tarczy a tylko White może zamaskować mój ślad i nasze znamiona Uciekiniera. - Nie czekając na reakcje Angelo Fabian zaparkował, złapał mnie za rękę i zaprowadził na górę. Anioł pojawił się kilak minut później w czasie, gdy Fab robił nasze ulubione kanapki z serem...
Organizacyjnie
Wybaczcie, że nie pojawia się kontynuacja, ale wiąże się to z obowiązkami szkolnymi i domowymi.
Po wystawieniu ocen postaram się napisać kolejne rozdziały ;]
czwartek, 18 kwietnia 2013
piątek, 5 kwietnia 2013
Rozdział Dziewiąty- Uczucia
Zaczynałam się bujać coraz szybciej, potem z coraz większą siłą. Wujek zasłuchany w nucona przeze mnie melodię popadł w trans. Coś pstryknęło. Już się nie obudzi. Odeszłam kawałek dalej i rozejrzałam się po pokoju. Pomieszczenie było całe zdemolowane, w rogu stał mój Nadzorca. Wykonała na początek nie zrozumiały dla mnie gest, ale gdy spojrzałam we wskazanym kierunku zobaczyłam Go. Fabiana siedzącego na zielonej kanapie i wpatrującego się we mnie swoimi czekoladowymi oczyma. Jego wzrok był pewny, nie widziałam w nim żadnej skruchy, a przecież stał przed Aniołem!
- Chyba jeszcze nie skończyłaś się bawić. Nie myślałem, że interesują Cie lalki, przecież zawsze wolałaś samochodziki.- Powiedział żartobliwie delikatnie się uśmiechając.
- Lubiłem te nasze zabawy, ale nie myślałem, że to ja będę zabawką. Co chcesz ze mną zrobić? Spełnisz moje życzenie? Zaśpiewasz? A może mam się zająć Twoimi koralikami?- ciągnął swój monolog, a ja stałam osłupiona. Nie rozumiałam jego pewności siebie.
- Jak tak możesz?! Jestem Aniołem! - krzyknęłam bezmyślnie.
- Aniołki to robiliśmy z mąki i soli na Gwiazdkę i nie przypominam sobie, aby były tam barwy czerni.
- Czy Ty sobie ze mnie żartujesz?! Pożałujesz tego!- i wyciągnęłam korale. Ostatni koralik był... biały?
- Ahh czyli jednak kuleczki? Co masz taka minę mała?- zapytał.
Na początku nie mogłam wydusić z siebie słowa. Złapałam za koralik i poczułam ciepło, nie gorąco. Do mojej głowy zaczęłam napływać masa wspomnień i pozytywnych emocji. Co się dzieje? Podleciałam do Nadzorcy i wbiłam jej pióro w szyję. Moje pióro było białe?! Spojrzałam na skrzydła. Reszta miała swój odpowiedni kolor.
Zaczęłam spadać na ziemię. Myślałam, że zaraz uderzę o podłogę, ale zamiast tego poczułam delikatny uścisk. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Fabiana. Słona łza spłynęła po jego policzku i po chwili wylądowała na mojej twarzy. Otarł ją i powiedział.
-Zawsze będziesz moją siostrzyczką. Nie ważne co się stanie. Nie ważne Kim się staniesz i co będziesz chciała ze mną zrobić ja Cie nie zostawię. Nie dam Cię skrzywdzić.
Mimo woli wróciłam do ludzkiej postaci, jednak włosy zostały krótkie i czarne, a oczy czerwone niczym kropla świeżej krwi.
Zamknęłam oczy, przytuliłam się do Fabiana i bezgłośnie wypowiedziałam słowa "Kocham Cię" Po czym bezwładnie zawisłam w jego ramionach
- Chyba jeszcze nie skończyłaś się bawić. Nie myślałem, że interesują Cie lalki, przecież zawsze wolałaś samochodziki.- Powiedział żartobliwie delikatnie się uśmiechając.
- Lubiłem te nasze zabawy, ale nie myślałem, że to ja będę zabawką. Co chcesz ze mną zrobić? Spełnisz moje życzenie? Zaśpiewasz? A może mam się zająć Twoimi koralikami?- ciągnął swój monolog, a ja stałam osłupiona. Nie rozumiałam jego pewności siebie.
- Jak tak możesz?! Jestem Aniołem! - krzyknęłam bezmyślnie.
- Aniołki to robiliśmy z mąki i soli na Gwiazdkę i nie przypominam sobie, aby były tam barwy czerni.
- Czy Ty sobie ze mnie żartujesz?! Pożałujesz tego!- i wyciągnęłam korale. Ostatni koralik był... biały?
- Ahh czyli jednak kuleczki? Co masz taka minę mała?- zapytał.
Na początku nie mogłam wydusić z siebie słowa. Złapałam za koralik i poczułam ciepło, nie gorąco. Do mojej głowy zaczęłam napływać masa wspomnień i pozytywnych emocji. Co się dzieje? Podleciałam do Nadzorcy i wbiłam jej pióro w szyję. Moje pióro było białe?! Spojrzałam na skrzydła. Reszta miała swój odpowiedni kolor.
Zaczęłam spadać na ziemię. Myślałam, że zaraz uderzę o podłogę, ale zamiast tego poczułam delikatny uścisk. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Fabiana. Słona łza spłynęła po jego policzku i po chwili wylądowała na mojej twarzy. Otarł ją i powiedział.
-Zawsze będziesz moją siostrzyczką. Nie ważne co się stanie. Nie ważne Kim się staniesz i co będziesz chciała ze mną zrobić ja Cie nie zostawię. Nie dam Cię skrzywdzić.
Mimo woli wróciłam do ludzkiej postaci, jednak włosy zostały krótkie i czarne, a oczy czerwone niczym kropla świeżej krwi.
Zamknęłam oczy, przytuliłam się do Fabiana i bezgłośnie wypowiedziałam słowa "Kocham Cię" Po czym bezwładnie zawisłam w jego ramionach
wtorek, 2 kwietnia 2013
Rozdział Ósmy- Przebudzenie
Czy to już teraz? Dlaczego tak szybko? To musi się stać?...
Zaczynam sobie wszystko przypominać. Wiem, kim na prawdę jestem. Jak powstałam i po co żyję.
To nie są moi rodzice, ani mój brat. To obce istoty, z którymi nic mnie nie łączy, ale co z uczuciami? Co z tymi wszystkimi latami wśród Tych Ludzi? To nie ważne! To bez znaczenia!
Jestem Aniołem i nic nie czuję. Ale anioły czują współczucie miłość zaufanie... Niestety Ja jestem Aniołem Ciemności. Mój Ojciec zsyła swoje dzieci na Ziemię. Rodzą się jako ludzie i poznają życie. Czasem jest dla Nas piękne, czasem wręcz przeciwnie. Ja niestety miałam pecha. Wiodłam cudowne życie w gronie kochającej rodziny. Miałam wszystko co chciałam. Ale dlaczego? Dlaczego mi to zrobił?! Czemu kazał mi tak cierpieć?
Innym jest łatwiej. Wiodą straszne życie pełne bólu i nienawiści. Mają łatwiej, bo Ojciec aby sprawdzić wierność swoich dzieci każe Nam... Zabić kiedyś Nam bliskich ludzi...
Własnie pojawiło się przede mną lustro, a w nim ładna, szczupła, jasnowłosa dziewczyna. Szkoda, że to nie ja. Obraz się zmienia, w odbiciu włosy się wykruszają i czarnieją. Oczy przybierają czerwoną barwę, a z pleców wyrastają wielkie, kruczoczarne skrzydła. Co po mnie zostało? Elegancka bluzka, spódniczka i buciki...
Mrok powoli zaczyna znikać, a ku moim oczom ukazuje się realny świat. Czuje na sobie przerażone spojrzenia dawnej rodziny. Tylko Ciotka się uśmiecha, musi być jedna z Nich. Nadzorca. W końcu i ona dziś zginie, ale takie jest jej przeznaczenie.
Piekielne gorąco ogarnia moje ciało. Jest mi dobrze. Ojciec z matką chowają się za kanapą, niestety to Oni mają być pierwszym celem. Z łatwością przychodzi mi odebranie życia tym bezwartościowym istotom. Babka klęczy z różańcem przed krzyżem i mamrocze słowa modlitwy.
-To Ci nic nie da!- Krzyczę w jej kierunku.
-Prawdziwy jest Mój Ojciec! Ten śmieć wam nie pomoże!- Wraz z każdym słowem "Ojcze Nasz" wypowiadanym przez staruszkę rośnie we mnie wściekłość. Wyciągam korale z kieszeni i odrywam jedną kulkę. Babcia pada na ziemię.
Ojciec mówił, aby nie brudzić rąk starą krwią. Właśnie do tego służą korale życia. Niestety dla ludzi to też ma plusy. Nie czują bólu , ani cierpienia. Cóż, jednej mogę tego oszczędzić.
-Błagam oszczędź dzieci. Amelko kochana przecież jesteśmy rodziną. To ja Twój wujek.- Usłyszałam rozpaczliwy ton Franciszka. Dziwne, że pod tą postacią przynosząca śmierć jeszcze widzi swoją "kochana Amelke". Bez słowa zbliżam się do nich. Swoją małą, delikatną dłonią przesuwał po szorstkim policzku wystraszonego mężczyzny. Na podłogę kapnęła kropelka krwi.
- Widzisz? Zadrapałeś mnie.- Podniosłam jedno z piór moich skrzydeł i wytarłam nim lekko nacięta dłoń. Anioły łatwo zranić. To jako jedyne zostało nam po Czystych. Łatwo zranić, ale nie można zabić.
- To bolało. Teraz Ty musisz cierpieć.- Wyszepnęłam mu do ucha delikatnie się uśmiechając i biorąc na ręce Adasia. W błękitnych oczach chłopca stały łzy. Jedna zleciała po jego policzku, spadła na ziemie i zmieszała się z kropla mojej krwi.
- Spójrz. Popsułeś moją kroplę.- Powiedziałam lekko oburzonym głosem i się lekko zaśmiałam.
- Za to ja popsuję Twoje kropelki.-Chłopiec spojrzał w tamtym kierunku, a łzy w jego oczach przybrały czerwoną barwę. Wystraszył sie jeszcze bardziej. Zeskoczył mi z rąk i pobiegł do swojego ojca.
-Tato zabierz mnie stąd! Ja nie che na to patrzeć!- Cieniutkim głosikiem wykrzyczał Adaś.
- Ojej biedactwo. Przepraszam, już nie musisz tego widzieć.- Powiedziałam, a jego oczy zrobiły się czarne i straciły zdolność widzenia. Adaś zaczął biegać po pokoju i krzyczeć pomocy. Z wielką szybkością wbiegł na ostry róg stołu i...
- Dlaczego go zabiłaś?! Co on Ci zrobił?!- Wykrzyczał Franciszek
- Ja tylko spełniłam jego życzenie, którego tatuś nie miał możliwości wykonać.- Mój dziecinny, sarkastyczny ton powoli zaczynał mnie irytować. Lubię się bawić, ale bez przesady.
-Filipku?- Zawołałam drugiego chłopca.
- A Ty czego sobie życzysz?- Zapytałam i uśmiechnęłam się najpiękniej jak tylko Anioł potrafi.
-Ja.. ja.. ja chcę aby było jak dawniej. Chcę do Adasia i do tatusia.
- Oj kochanie to bardzo proste życzenie. Musisz tylko tu do mnie podejść.- Chociaż ojciec mocno trzymał chłopca udało mu się wyrwać z objęć taty i przybiec do mnie.
- A teraz pomyśl swoje życzenie, ale zastanów się, cz na prawdę tego chcesz. Jeśli tak, to weź ten koralik.- Filipek bez zastanowienia urwał kuleczkę a moich korali życia.
- Teraz pójdziesz do Adasia, a zaraz będzie tam tatuś.- wyszeptałam maluchowi do ucha i mocno przytuliłam jego podające na moją postać ciało. Uśmiechał się.
- Chcesz spełnić marzenie synka? Chociaż tego możesz uszczęśliwić. - mówiłam już swoim głosem powoli zbliżając się do mężczyzny.
- To Twoja kara. Za to, że mnie zadrapałeś. Ale chociaż zrobisz coś dla malucha. - ciało chłopca niosłam na rękach przytulając je do siebie.
- Teraz nie zostało mi już nic! Odebrałaś mi całe szczęście. I tak umrę więc rób ze mną co chcesz. - Nie podobał mi się ten poddańczy ton Byłego Wujka.
Tak czy inaczej położyłam chłopca na kanapie. Podeszłam do mężczyzny od tyłu i go przytuliłam zwieszając się przez jego szyję. Zaczęłam śpiewać:
Zaczynam sobie wszystko przypominać. Wiem, kim na prawdę jestem. Jak powstałam i po co żyję.
To nie są moi rodzice, ani mój brat. To obce istoty, z którymi nic mnie nie łączy, ale co z uczuciami? Co z tymi wszystkimi latami wśród Tych Ludzi? To nie ważne! To bez znaczenia!
Jestem Aniołem i nic nie czuję. Ale anioły czują współczucie miłość zaufanie... Niestety Ja jestem Aniołem Ciemności. Mój Ojciec zsyła swoje dzieci na Ziemię. Rodzą się jako ludzie i poznają życie. Czasem jest dla Nas piękne, czasem wręcz przeciwnie. Ja niestety miałam pecha. Wiodłam cudowne życie w gronie kochającej rodziny. Miałam wszystko co chciałam. Ale dlaczego? Dlaczego mi to zrobił?! Czemu kazał mi tak cierpieć?
Innym jest łatwiej. Wiodą straszne życie pełne bólu i nienawiści. Mają łatwiej, bo Ojciec aby sprawdzić wierność swoich dzieci każe Nam... Zabić kiedyś Nam bliskich ludzi...
Własnie pojawiło się przede mną lustro, a w nim ładna, szczupła, jasnowłosa dziewczyna. Szkoda, że to nie ja. Obraz się zmienia, w odbiciu włosy się wykruszają i czarnieją. Oczy przybierają czerwoną barwę, a z pleców wyrastają wielkie, kruczoczarne skrzydła. Co po mnie zostało? Elegancka bluzka, spódniczka i buciki...
Mrok powoli zaczyna znikać, a ku moim oczom ukazuje się realny świat. Czuje na sobie przerażone spojrzenia dawnej rodziny. Tylko Ciotka się uśmiecha, musi być jedna z Nich. Nadzorca. W końcu i ona dziś zginie, ale takie jest jej przeznaczenie.
Piekielne gorąco ogarnia moje ciało. Jest mi dobrze. Ojciec z matką chowają się za kanapą, niestety to Oni mają być pierwszym celem. Z łatwością przychodzi mi odebranie życia tym bezwartościowym istotom. Babka klęczy z różańcem przed krzyżem i mamrocze słowa modlitwy.
-To Ci nic nie da!- Krzyczę w jej kierunku.
-Prawdziwy jest Mój Ojciec! Ten śmieć wam nie pomoże!- Wraz z każdym słowem "Ojcze Nasz" wypowiadanym przez staruszkę rośnie we mnie wściekłość. Wyciągam korale z kieszeni i odrywam jedną kulkę. Babcia pada na ziemię.
Ojciec mówił, aby nie brudzić rąk starą krwią. Właśnie do tego służą korale życia. Niestety dla ludzi to też ma plusy. Nie czują bólu , ani cierpienia. Cóż, jednej mogę tego oszczędzić.
-Błagam oszczędź dzieci. Amelko kochana przecież jesteśmy rodziną. To ja Twój wujek.- Usłyszałam rozpaczliwy ton Franciszka. Dziwne, że pod tą postacią przynosząca śmierć jeszcze widzi swoją "kochana Amelke". Bez słowa zbliżam się do nich. Swoją małą, delikatną dłonią przesuwał po szorstkim policzku wystraszonego mężczyzny. Na podłogę kapnęła kropelka krwi.
- Widzisz? Zadrapałeś mnie.- Podniosłam jedno z piór moich skrzydeł i wytarłam nim lekko nacięta dłoń. Anioły łatwo zranić. To jako jedyne zostało nam po Czystych. Łatwo zranić, ale nie można zabić.
- To bolało. Teraz Ty musisz cierpieć.- Wyszepnęłam mu do ucha delikatnie się uśmiechając i biorąc na ręce Adasia. W błękitnych oczach chłopca stały łzy. Jedna zleciała po jego policzku, spadła na ziemie i zmieszała się z kropla mojej krwi.
- Spójrz. Popsułeś moją kroplę.- Powiedziałam lekko oburzonym głosem i się lekko zaśmiałam.
- Za to ja popsuję Twoje kropelki.-Chłopiec spojrzał w tamtym kierunku, a łzy w jego oczach przybrały czerwoną barwę. Wystraszył sie jeszcze bardziej. Zeskoczył mi z rąk i pobiegł do swojego ojca.
-Tato zabierz mnie stąd! Ja nie che na to patrzeć!- Cieniutkim głosikiem wykrzyczał Adaś.
- Ojej biedactwo. Przepraszam, już nie musisz tego widzieć.- Powiedziałam, a jego oczy zrobiły się czarne i straciły zdolność widzenia. Adaś zaczął biegać po pokoju i krzyczeć pomocy. Z wielką szybkością wbiegł na ostry róg stołu i...
- Dlaczego go zabiłaś?! Co on Ci zrobił?!- Wykrzyczał Franciszek
- Ja tylko spełniłam jego życzenie, którego tatuś nie miał możliwości wykonać.- Mój dziecinny, sarkastyczny ton powoli zaczynał mnie irytować. Lubię się bawić, ale bez przesady.
-Filipku?- Zawołałam drugiego chłopca.
- A Ty czego sobie życzysz?- Zapytałam i uśmiechnęłam się najpiękniej jak tylko Anioł potrafi.
-Ja.. ja.. ja chcę aby było jak dawniej. Chcę do Adasia i do tatusia.
- Oj kochanie to bardzo proste życzenie. Musisz tylko tu do mnie podejść.- Chociaż ojciec mocno trzymał chłopca udało mu się wyrwać z objęć taty i przybiec do mnie.
- A teraz pomyśl swoje życzenie, ale zastanów się, cz na prawdę tego chcesz. Jeśli tak, to weź ten koralik.- Filipek bez zastanowienia urwał kuleczkę a moich korali życia.
- Teraz pójdziesz do Adasia, a zaraz będzie tam tatuś.- wyszeptałam maluchowi do ucha i mocno przytuliłam jego podające na moją postać ciało. Uśmiechał się.
- Chcesz spełnić marzenie synka? Chociaż tego możesz uszczęśliwić. - mówiłam już swoim głosem powoli zbliżając się do mężczyzny.
- To Twoja kara. Za to, że mnie zadrapałeś. Ale chociaż zrobisz coś dla malucha. - ciało chłopca niosłam na rękach przytulając je do siebie.
- Teraz nie zostało mi już nic! Odebrałaś mi całe szczęście. I tak umrę więc rób ze mną co chcesz. - Nie podobał mi się ten poddańczy ton Byłego Wujka.
Tak czy inaczej położyłam chłopca na kanapie. Podeszłam do mężczyzny od tyłu i go przytuliłam zwieszając się przez jego szyję. Zaczęłam śpiewać:
Spokojnie. On Cie obseróje.
W ciemnych zaułkach nocy chwyć go za rękę.
Nawet gdy będziesz daleko samotny zawsze Cie odnajdzie.
Powiedział mi wszystko, co chciałam i nawet jeśli
o tym zapomnę, znów mi to powie.
Co zrobię jednak, gdy wszystkiego się już dowiem?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)