Przed lotniskiem czekał już na nas samochód. Mieliśmy zamieszkać w Warszawie, ale rodzice powiedzieli, że to tylko przejściowa lokalizacja póki nie znajdą czegoś lepszego. Podjechaliśmy pod dość duży, beżowy budynek. Było tu wiele takich bloków, ale wyglądały na zadbane w przeciwieństwie do kilku innych podobnych budynków mijanych przez nas w drodze tutaj. Weszliśmy na klatkę schodową, w której znajdowała się winda. Zapakowaliśmy do niej nasz bagaż podręczny (reszta mebli i naszych rzeczy jakiś czas temu została przetransportowana do Polski i miała czekać na nas w mieszkaniu). Spojrzałam na srebrny panel z podświetlonymi na zielono cyferkami. Budynek mierzył 14 pięter, był olbrzymi. Mama wcisnęła guzik z numerem 10. Przyznam się, że trochę mnie to przeraziło. Nigdy nie miałam leku wysokości, ale mieszkać tak wysoko?! Niezbyt podobała mi się ta koncepcja, ale postanowiłam nie oceniać książki po okładce.
Wysiedliśmy z windy i skierowaliśmy się w kierunku mieszkania o numerze 113. Za drzwiami znajdował się długi, szeroki korytarz z drzwiami po obu stronach zakończony łukiem. Podejrzewałam, że tam znajduje się salon i miałam racje. Było to pierwsze miejsce do którego się udaliśmy. Pomieszczenie było niewielkie w porównaniu z naszym starym domem. Po lewej stronie znajdowały się szerokie, oszklone drzwi prowadzące na balkon, duży okrągły stół z poustawianymi dookoła drewnianymi, obitymi czerwoną tkaniną krzesłami. Na przeciwko wejścia stał kominek zbudowany z czerwonych cegiełek i ornamentów wykonanych z ciemnego, polakierowanego drewna. Lewą cześć pomieszczenia zajmowała skórzana kanapa i telewizor stojący na komodzie. W Moim Domu nie mieliśmy kominka, jedynie elektryczny (tak dla bezpieczeństwa), stół znajdował się w innym pomieszczeniu oddzielonym od kuchni murkiem. Telewizor był większy i wisiał na ścianie. Kanapa była ta sama... Niektóre meble rodzice sprowadzili z Anglii ze względu na komfort i duży sentyment do tych przedmiotów.
- Rozejrzyjcie się po domu i na pewno traficie do swoich nowych pokojów.
Powiedziała z uśmiechem mama. Przytaknęłam głową, a Fabian bez niczego wyszedł na korytarz i skręcił do najbliższego pokoju. Został tam dłuższą chwilę więc pewnie była to jego sypialnia. Spojrzałam pytająco na rodziców.
- Tak to jego pokój, Twój jest ten obok.
Od kiedy tu jesteśmy praktycznie nie odezwałam się słowem i tak samo tym razem odwróciłam się i udałam się ku wskazanym drzwiom.
Weszłam i... ściany pokoju były pomalowane fioletową i zieloną farbą. Naprzeciw mnie stał biały regał wypełniony książkami których do tej pory w życiu nie widziałam, a przeczytałam już bardzo dużo książek. Łóżko stało po lewo od drzwi, a z prawej biurko i ciemno fioletowy fotel. Nawet pasowały mi te kolory, chociaż byłam przyzwyczajona do delikatnych barw. Ściany mojego starego pokoju były beżowe i większość pokoju zachowana w kolorach beżu, jasnego brązu i mlecznej czekolady. I choć nowy fotel był wygodny to brakowało mi mojej huśtawki. Jej nic mi nie może zastąpić. W dodatku pokoik nie był za duży, zajmował jedną trzecią powierzchni dawnego pokoju. Szczerze mówiąc akurat ta cecha mi nie przeszkadzała.
Zapoznałam się z zawartościom szafek i poszłam do Fabiana. Lekko uchyliłam drzwi i widząc go siedzącego na dużym bordowym łóżku szeptem zapytałam, czy mogę wejść. ?Twierdząco kiwnął głową, a ja usiadłam obok niego i przytuliłam go. Płakał. Nie dlatego, że mu się tu nie podobało, ale dlatego, że tęsknił za Van. Nie mógł myśleć o niczym innym. W końcu byli ze sobą 2 lata.
Jego pokój był podobny do mojego. Różnicą była inna kompozycja kolorów farby na ścianach. Fioletowa i pomarańczowa. Zawsze lubił te kolory. Obok łóżka znajdował się komputer i lampka nocna. Nad łóżkiem półka z grami komputerowymi, które pewnie i tak zostaną nieruszone. Fabian nie lubi gier ale to rodzice myślą, że jest typowym nastolatkiem i ciągle dostaje jakaś płytę z wojenną bądź wyścigową grą. Nawet nie wiedzą o tym, że ich syn jest poetą. Moim zdaniem stary pokój bardziej do niego pasował, był bardziej rozświetlony i pełen inspiracji do pisania wierszy. Patrząc jego oczyma, oczami poety ten pokój był pusty.
Na dworze szybko zrobiło się ciemno i zapadł wieczór. Wraz z Fab'em nie mieliśmy na razie ochoty wychodzić z pokoju i rozglądać się po reszcie tego obcego domu... Położyliśmy się w jego łóżku, przytuliliśmy i szybko zasnęliśmy, a przynajmniej ja, bo nie wiem ile czasu Fabian jeszcze siedział i rozmyślał.
Organizacyjnie
Wybaczcie, że nie pojawia się kontynuacja, ale wiąże się to z obowiązkami szkolnymi i domowymi.
Po wystawieniu ocen postaram się napisać kolejne rozdziały ;]
poniedziałek, 31 grudnia 2012
sobota, 29 grudnia 2012
Rozdział drugi- Lot myśli
Lot wydawał mi się trwać w nieskończoność. Myślałam, że wiecznie będziemy tak unosić się w przestworzach. Dużo myślałam. Rodzice mówili, że ta przeprowadzka jest bardzo ważna, że wszystko się zmieni. Ja nie zaprzeczałam, zresztą od zawsze byłam przyzwyczajona do tego, by nie wtrącać się w sprawy dorosłych. Z tego powodu nie wyrażałam swojej opinii tylko zaakceptowałam fakty. Z Fabianem było gorzej. Nie chciał lecieć i wyglądało tak jakby obraził się na cały świat, nawet teraz siedzi ze słuchawkami w uszach i konsolą, całkiem odizolowany od nas. Dla niego to bardzo trudne. W Londynie miał dziewczynę. Vanessa była, albo raczej jest szczupłą brunetką o niebieskich oczach. To w tych oczach zakochał się Fabian (a przynajmniej tak mówił). Nie jest zbyt wysoka. "Mój ideał, wyjątkowa róża, która dla mnie schowała swe kolce". Niezły poeta z mojego braciszka. Dużo czasu spędzali razem, była jego inspiracją do pisania kolejnych wierszy.
Patrząc w jego oczy widzę łzy. Choć minęło tak mało czasu on już tęskni. Wcale nie gra na konsoli. To tylko pozory, w rzeczywistości myśli o niej. Znam swojego brata i wiem kiedy udaje, a kiedy jest szczery. Jest starszy o rok, ale czasem czytamy sobie w myślach jak bliźniaki. W końcu tyle czasu spędzaliśmy razem w domu. Zdaje mi się, że nikt nie znam mnie lepiej od niego.
Fabian zwykle jest dość pogodna osobą, pierwszy raz na jego twarzy widzę takie przygnębienie i smutek.Mój brat jest szczupły i w przeciwieństwie do mnie bardzo wysoki. Jego długie włosy są w kolorze ciemnego blondu, a zaszklone, czekoladowe oczy spoglądają przez okno samolotu żegnając sie z ukochaną Anglią.
Mimo tych wszystkich schematów, że rodzeństwo sie kłóci on jest moim najlepszym przyjacielem, a nasza ostatnia kłótnia była o plastikowy samochodzik. Pamiętam to jakby to było wczoraj. Miałam pięć lat, mama kupiła ciuchcie i samochodzik. Ja nigdy nie lubiłam bawić się lalkami, a że ostatnią ciuchcie dostałam ja, to tym razem wolałam samochodzik i wybuchła wielka afera, aż mama pojechała do sklepu do drugi. Tak, byliśmy rozpieszczani. Zawsze mieliśmy to, co chcieliśmy, ale nigdy się o nic nie dopominaliśmy.
Czasem jak coś dostałam, chciałam podejść do okna i to wyrzucić, by pokazać rodzicom, że pieniądze mi szczęścia nie dają. Ale oni nigdy nie rozumieli moich aluzji.
Moje refleksje tak mnie pochłonęły, że nie zwróciłam uwagi na to, że znaczek zapięcia pasów jest podświetlony, a stweardessa poinformowała pasażerów, że zbliżamy się do lądowania. Z mojego transu wybudził mnie Fab:
- Zapnij pasy bo lądujemy
To były chyba jego pierwsze słowa, od kiedy wsiedliśmy do samolotu, zresztą ja też byłam mało rozmówna.
Patrząc w jego oczy widzę łzy. Choć minęło tak mało czasu on już tęskni. Wcale nie gra na konsoli. To tylko pozory, w rzeczywistości myśli o niej. Znam swojego brata i wiem kiedy udaje, a kiedy jest szczery. Jest starszy o rok, ale czasem czytamy sobie w myślach jak bliźniaki. W końcu tyle czasu spędzaliśmy razem w domu. Zdaje mi się, że nikt nie znam mnie lepiej od niego.
Fabian zwykle jest dość pogodna osobą, pierwszy raz na jego twarzy widzę takie przygnębienie i smutek.Mój brat jest szczupły i w przeciwieństwie do mnie bardzo wysoki. Jego długie włosy są w kolorze ciemnego blondu, a zaszklone, czekoladowe oczy spoglądają przez okno samolotu żegnając sie z ukochaną Anglią.
Mimo tych wszystkich schematów, że rodzeństwo sie kłóci on jest moim najlepszym przyjacielem, a nasza ostatnia kłótnia była o plastikowy samochodzik. Pamiętam to jakby to było wczoraj. Miałam pięć lat, mama kupiła ciuchcie i samochodzik. Ja nigdy nie lubiłam bawić się lalkami, a że ostatnią ciuchcie dostałam ja, to tym razem wolałam samochodzik i wybuchła wielka afera, aż mama pojechała do sklepu do drugi. Tak, byliśmy rozpieszczani. Zawsze mieliśmy to, co chcieliśmy, ale nigdy się o nic nie dopominaliśmy.
Czasem jak coś dostałam, chciałam podejść do okna i to wyrzucić, by pokazać rodzicom, że pieniądze mi szczęścia nie dają. Ale oni nigdy nie rozumieli moich aluzji.
Moje refleksje tak mnie pochłonęły, że nie zwróciłam uwagi na to, że znaczek zapięcia pasów jest podświetlony, a stweardessa poinformowała pasażerów, że zbliżamy się do lądowania. Z mojego transu wybudził mnie Fab:
- Zapnij pasy bo lądujemy
To były chyba jego pierwsze słowa, od kiedy wsiedliśmy do samolotu, zresztą ja też byłam mało rozmówna.
Rozdział Pierwszy- Pora na Zmiany
Od kąd pamiętam mieszkałam w Londynie. Najmłodsze lata spędziłam pod opieką nianiek. Na szczęście mam starszego brata więc całe dnie zabaw i gier sprawiały, że nigdy się nie nudziliśmy. Tylko, czy byliśmy szczęśliwi? Biliśmy dziećmi więc uczucie zwane szczęściem dostrzegaliśmy w najmniejszych drobnostkach. Dopiero kiedy podrosłam zdałam sobie sprawę, że bardzo brakowało mi rodziców. Buziaków i bajek na dobranoc. Tego wszystkiego, co miały dzieci z rodzin mniej zamożnych od nas. Codziennie wraz z Fabianem dostawaliśmy nową zabawkę(wraz z naszym wiekiem owe prezenty zaczęły przybierać formę nowych płyt, książek, gier komputerowych itp.). Widocznie w ten sposób rodzice chcieli kupić naszą miłość. Ale nawet bez tego byli dla nas bardzo ważni. Szkoda tylko, że mamę widywaliśmy jedynie rano, a zawsze mówiła "Bądźcie grzeczni to coś wam ładnego przywiozę".
Taty praktycznie nie było. Ale znaliśmy go trochę lepiej od mamy. Poświęcał nam każdą niedziele, nie ważne, czy miał jakieś spotkanie zawsze wszystko odwoływał. Dla nas.
Jednak zostawiając moje dzieciństwo, którego część dzieci by mi pozazdrościła, a inni współczuli.
Mój dom, niestety już nie mój. Dom z którym wiąże się tyle wspomnień, tych dobrych, jak i tych gorszych. Jednak właśnie te wszystkie historie nadają mu tą magie i sentyment, którym go darzę. Najbardziej będę tęsknić za moim pokojem. Spędzałam tam większość czasu, najczęściej na huśtawce wypełnionej beżowymi, pierzastymi poduchami czytając książki. Pokoje mój i Fabiana budziły pewnego rodzaju kontrast, jednak nie odzwierciedlały naszych charakterów. Byliśmy bardzo podobni. Zresztą oboje większość czasu spędzaliśmy u mnie na wspólnych wygłupach. to rodzice się uparli byśmy mieszkali w oddzielnych pomieszczeniach.
Bardzo liczył się dla nich wizerunek. To, by nikt nie pomyślał, że nas na coś nie stać.
Czternaście lat w jednym kraju, w jednym domu i teraz czeka mnie tak drastyczna zmiana. Przeprowadzka do Polski. Podobno tam się urodziłam i stamtąd pochodzi mój tata. Rodzice chyba byli pewni, że ta przeprowadzka kiedyś nastąpi, ponieważ od najmłodszych lat uczyli mnie Polskiego. I szczerze mówiąc ten język przypadł mi bardziej do gustu od Angielskiego. W domu, z rodziną zwykle mówiłam po Polsku, jednak ze znajomymi niestety nie mogłam. Teraz to się zmieni.
Taty praktycznie nie było. Ale znaliśmy go trochę lepiej od mamy. Poświęcał nam każdą niedziele, nie ważne, czy miał jakieś spotkanie zawsze wszystko odwoływał. Dla nas.
Jednak zostawiając moje dzieciństwo, którego część dzieci by mi pozazdrościła, a inni współczuli.
Mój dom, niestety już nie mój. Dom z którym wiąże się tyle wspomnień, tych dobrych, jak i tych gorszych. Jednak właśnie te wszystkie historie nadają mu tą magie i sentyment, którym go darzę. Najbardziej będę tęsknić za moim pokojem. Spędzałam tam większość czasu, najczęściej na huśtawce wypełnionej beżowymi, pierzastymi poduchami czytając książki. Pokoje mój i Fabiana budziły pewnego rodzaju kontrast, jednak nie odzwierciedlały naszych charakterów. Byliśmy bardzo podobni. Zresztą oboje większość czasu spędzaliśmy u mnie na wspólnych wygłupach. to rodzice się uparli byśmy mieszkali w oddzielnych pomieszczeniach.
Bardzo liczył się dla nich wizerunek. To, by nikt nie pomyślał, że nas na coś nie stać.
Czternaście lat w jednym kraju, w jednym domu i teraz czeka mnie tak drastyczna zmiana. Przeprowadzka do Polski. Podobno tam się urodziłam i stamtąd pochodzi mój tata. Rodzice chyba byli pewni, że ta przeprowadzka kiedyś nastąpi, ponieważ od najmłodszych lat uczyli mnie Polskiego. I szczerze mówiąc ten język przypadł mi bardziej do gustu od Angielskiego. W domu, z rodziną zwykle mówiłam po Polsku, jednak ze znajomymi niestety nie mogłam. Teraz to się zmieni.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)