Lot wydawał mi się trwać w nieskończoność. Myślałam, że wiecznie będziemy tak unosić się w przestworzach. Dużo myślałam. Rodzice mówili, że ta przeprowadzka jest bardzo ważna, że wszystko się zmieni. Ja nie zaprzeczałam, zresztą od zawsze byłam przyzwyczajona do tego, by nie wtrącać się w sprawy dorosłych. Z tego powodu nie wyrażałam swojej opinii tylko zaakceptowałam fakty. Z Fabianem było gorzej. Nie chciał lecieć i wyglądało tak jakby obraził się na cały świat, nawet teraz siedzi ze słuchawkami w uszach i konsolą, całkiem odizolowany od nas. Dla niego to bardzo trudne. W Londynie miał dziewczynę. Vanessa była, albo raczej jest szczupłą brunetką o niebieskich oczach. To w tych oczach zakochał się Fabian (a przynajmniej tak mówił). Nie jest zbyt wysoka. "Mój ideał, wyjątkowa róża, która dla mnie schowała swe kolce". Niezły poeta z mojego braciszka. Dużo czasu spędzali razem, była jego inspiracją do pisania kolejnych wierszy.
Patrząc w jego oczy widzę łzy. Choć minęło tak mało czasu on już tęskni. Wcale nie gra na konsoli. To tylko pozory, w rzeczywistości myśli o niej. Znam swojego brata i wiem kiedy udaje, a kiedy jest szczery. Jest starszy o rok, ale czasem czytamy sobie w myślach jak bliźniaki. W końcu tyle czasu spędzaliśmy razem w domu. Zdaje mi się, że nikt nie znam mnie lepiej od niego.
Fabian zwykle jest dość pogodna osobą, pierwszy raz na jego twarzy widzę takie przygnębienie i smutek.Mój brat jest szczupły i w przeciwieństwie do mnie bardzo wysoki. Jego długie włosy są w kolorze ciemnego blondu, a zaszklone, czekoladowe oczy spoglądają przez okno samolotu żegnając sie z ukochaną Anglią.
Mimo tych wszystkich schematów, że rodzeństwo sie kłóci on jest moim najlepszym przyjacielem, a nasza ostatnia kłótnia była o plastikowy samochodzik. Pamiętam to jakby to było wczoraj. Miałam pięć lat, mama kupiła ciuchcie i samochodzik. Ja nigdy nie lubiłam bawić się lalkami, a że ostatnią ciuchcie dostałam ja, to tym razem wolałam samochodzik i wybuchła wielka afera, aż mama pojechała do sklepu do drugi. Tak, byliśmy rozpieszczani. Zawsze mieliśmy to, co chcieliśmy, ale nigdy się o nic nie dopominaliśmy.
Czasem jak coś dostałam, chciałam podejść do okna i to wyrzucić, by pokazać rodzicom, że pieniądze mi szczęścia nie dają. Ale oni nigdy nie rozumieli moich aluzji.
Moje refleksje tak mnie pochłonęły, że nie zwróciłam uwagi na to, że znaczek zapięcia pasów jest podświetlony, a stweardessa poinformowała pasażerów, że zbliżamy się do lądowania. Z mojego transu wybudził mnie Fab:
- Zapnij pasy bo lądujemy
To były chyba jego pierwsze słowa, od kiedy wsiedliśmy do samolotu, zresztą ja też byłam mało rozmówna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz