Zaczynam sobie wszystko przypominać. Wiem, kim na prawdę jestem. Jak powstałam i po co żyję.
To nie są moi rodzice, ani mój brat. To obce istoty, z którymi nic mnie nie łączy, ale co z uczuciami? Co z tymi wszystkimi latami wśród Tych Ludzi? To nie ważne! To bez znaczenia!
Jestem Aniołem i nic nie czuję. Ale anioły czują współczucie miłość zaufanie... Niestety Ja jestem Aniołem Ciemności. Mój Ojciec zsyła swoje dzieci na Ziemię. Rodzą się jako ludzie i poznają życie. Czasem jest dla Nas piękne, czasem wręcz przeciwnie. Ja niestety miałam pecha. Wiodłam cudowne życie w gronie kochającej rodziny. Miałam wszystko co chciałam. Ale dlaczego? Dlaczego mi to zrobił?! Czemu kazał mi tak cierpieć?
Innym jest łatwiej. Wiodą straszne życie pełne bólu i nienawiści. Mają łatwiej, bo Ojciec aby sprawdzić wierność swoich dzieci każe Nam... Zabić kiedyś Nam bliskich ludzi...
Własnie pojawiło się przede mną lustro, a w nim ładna, szczupła, jasnowłosa dziewczyna. Szkoda, że to nie ja. Obraz się zmienia, w odbiciu włosy się wykruszają i czarnieją. Oczy przybierają czerwoną barwę, a z pleców wyrastają wielkie, kruczoczarne skrzydła. Co po mnie zostało? Elegancka bluzka, spódniczka i buciki...
Mrok powoli zaczyna znikać, a ku moim oczom ukazuje się realny świat. Czuje na sobie przerażone spojrzenia dawnej rodziny. Tylko Ciotka się uśmiecha, musi być jedna z Nich. Nadzorca. W końcu i ona dziś zginie, ale takie jest jej przeznaczenie.
Piekielne gorąco ogarnia moje ciało. Jest mi dobrze. Ojciec z matką chowają się za kanapą, niestety to Oni mają być pierwszym celem. Z łatwością przychodzi mi odebranie życia tym bezwartościowym istotom. Babka klęczy z różańcem przed krzyżem i mamrocze słowa modlitwy.
-To Ci nic nie da!- Krzyczę w jej kierunku.
-Prawdziwy jest Mój Ojciec! Ten śmieć wam nie pomoże!- Wraz z każdym słowem "Ojcze Nasz" wypowiadanym przez staruszkę rośnie we mnie wściekłość. Wyciągam korale z kieszeni i odrywam jedną kulkę. Babcia pada na ziemię.
Ojciec mówił, aby nie brudzić rąk starą krwią. Właśnie do tego służą korale życia. Niestety dla ludzi to też ma plusy. Nie czują bólu , ani cierpienia. Cóż, jednej mogę tego oszczędzić.
-Błagam oszczędź dzieci. Amelko kochana przecież jesteśmy rodziną. To ja Twój wujek.- Usłyszałam rozpaczliwy ton Franciszka. Dziwne, że pod tą postacią przynosząca śmierć jeszcze widzi swoją "kochana Amelke". Bez słowa zbliżam się do nich. Swoją małą, delikatną dłonią przesuwał po szorstkim policzku wystraszonego mężczyzny. Na podłogę kapnęła kropelka krwi.
- Widzisz? Zadrapałeś mnie.- Podniosłam jedno z piór moich skrzydeł i wytarłam nim lekko nacięta dłoń. Anioły łatwo zranić. To jako jedyne zostało nam po Czystych. Łatwo zranić, ale nie można zabić.
- To bolało. Teraz Ty musisz cierpieć.- Wyszepnęłam mu do ucha delikatnie się uśmiechając i biorąc na ręce Adasia. W błękitnych oczach chłopca stały łzy. Jedna zleciała po jego policzku, spadła na ziemie i zmieszała się z kropla mojej krwi.
- Spójrz. Popsułeś moją kroplę.- Powiedziałam lekko oburzonym głosem i się lekko zaśmiałam.
- Za to ja popsuję Twoje kropelki.-Chłopiec spojrzał w tamtym kierunku, a łzy w jego oczach przybrały czerwoną barwę. Wystraszył sie jeszcze bardziej. Zeskoczył mi z rąk i pobiegł do swojego ojca.
-Tato zabierz mnie stąd! Ja nie che na to patrzeć!- Cieniutkim głosikiem wykrzyczał Adaś.
- Ojej biedactwo. Przepraszam, już nie musisz tego widzieć.- Powiedziałam, a jego oczy zrobiły się czarne i straciły zdolność widzenia. Adaś zaczął biegać po pokoju i krzyczeć pomocy. Z wielką szybkością wbiegł na ostry róg stołu i...
- Dlaczego go zabiłaś?! Co on Ci zrobił?!- Wykrzyczał Franciszek
- Ja tylko spełniłam jego życzenie, którego tatuś nie miał możliwości wykonać.- Mój dziecinny, sarkastyczny ton powoli zaczynał mnie irytować. Lubię się bawić, ale bez przesady.
-Filipku?- Zawołałam drugiego chłopca.
- A Ty czego sobie życzysz?- Zapytałam i uśmiechnęłam się najpiękniej jak tylko Anioł potrafi.
-Ja.. ja.. ja chcę aby było jak dawniej. Chcę do Adasia i do tatusia.
- Oj kochanie to bardzo proste życzenie. Musisz tylko tu do mnie podejść.- Chociaż ojciec mocno trzymał chłopca udało mu się wyrwać z objęć taty i przybiec do mnie.
- A teraz pomyśl swoje życzenie, ale zastanów się, cz na prawdę tego chcesz. Jeśli tak, to weź ten koralik.- Filipek bez zastanowienia urwał kuleczkę a moich korali życia.
- Teraz pójdziesz do Adasia, a zaraz będzie tam tatuś.- wyszeptałam maluchowi do ucha i mocno przytuliłam jego podające na moją postać ciało. Uśmiechał się.
- Chcesz spełnić marzenie synka? Chociaż tego możesz uszczęśliwić. - mówiłam już swoim głosem powoli zbliżając się do mężczyzny.
- To Twoja kara. Za to, że mnie zadrapałeś. Ale chociaż zrobisz coś dla malucha. - ciało chłopca niosłam na rękach przytulając je do siebie.
- Teraz nie zostało mi już nic! Odebrałaś mi całe szczęście. I tak umrę więc rób ze mną co chcesz. - Nie podobał mi się ten poddańczy ton Byłego Wujka.
Tak czy inaczej położyłam chłopca na kanapie. Podeszłam do mężczyzny od tyłu i go przytuliłam zwieszając się przez jego szyję. Zaczęłam śpiewać:
Spokojnie. On Cie obseróje.
W ciemnych zaułkach nocy chwyć go za rękę.
Nawet gdy będziesz daleko samotny zawsze Cie odnajdzie.
Powiedział mi wszystko, co chciałam i nawet jeśli
o tym zapomnę, znów mi to powie.
Co zrobię jednak, gdy wszystkiego się już dowiem?
bardzo podoba mi się twój blog :)
OdpowiedzUsuńgenialnie piszesz <3
OdpowiedzUsuńCieszę się, że Ci się podoba ;) Ale ja osobiście genialnym bym tego nie nazwała ;)
Usuń