Babcia Maria mieszkała na wsi. Wysiadłam z samochodu i coś dziobnęło mnie w nogę. Fabian podbiegł gdy usłyszał mój pisk i odgonił kurę śmiejąc się ze mnie.
- Co ty nigdy kurczaka nie widziałaś?
- No widziałam, ale na talerzu.
- A pisklaka też się przestraszysz? - Zapytał kierując swój wzrok w kierunku małych żółtych stworzonek maszerujących jedno za drugim. Wyglądały tak słodko. Rodzice byli już przy drzwiach.
- Chodźcie do nas.- Powiedział tata z uśmiechem na twarzy.
Drzwi otworzyła niska staruszka o roześmianych oczach.
- O nareszcie już jesteście. Franek chodź tu! Michał przyjechał!- Krzyknęła w głąb mieszkania, jak podejrzewam do brata mojego ojca. Po chwili obok niej pojawił się wysoki, dość pulchny mężczyzna o zielonych oczach i ciemnych włosach.
- Cześć Michaś, Lauro. Fabian łobuzie tyle się nie widzieliśmy o i moja kochana chrześnica!- Krzyknął i nagle straciłam grunt pod stopami i znalazłam się w powietrzu. Pisnęłam głośno, a pan Franek postawił mnie na ziemię.
- Co ty taka strachliwa?- Powiedział, a ja przytuliłam się do taty. To był mój chrzestny?
- Wejdźcie do środka, a nie tak w progu stoicie.
I jak powiedziała staruszka, tak zrobiliśmy. Dom był przytulny. Dość duży jak na 2 osoby. Chociaż biorąc pod uwagę nasz dom w Anglii to nie powinno mnie to szokować.
Usiadłam na kanapie obok Fabiana, a po chwili do pokoju wbiegła mały chłopczyk, a za nim kolejny. Byli do siebie bardzo podobni.
-Bliźniaki?- Pomyślałam na głos, a Pan Franek na to.
- A bliźniaki. Mają już po 4 lata.- I poczochrał maluchy po główkach.
- Adaś i Filip. - Usłyszałam głos od strony drzwi. Była to dość niska kobita, o długich blond włosach i opalonej skórze. Miała na sobie granatową sukienkę i czarne szpilki.
- Nie mówiliście mi, że Michał wpadnie.- Zwróciła się do męża.
- Też się dzisiaj dowiedziałem. Mama ich zaprosiła na kolację. Chyba nie masz nic przeciwko?
- No jasne, że nie.- Odparła, ustała przede mną, a ja automatycznie zerwałam się z kanapy.
- Dzień dobry.- Powiedziałam. Spojrzałyśmy sobie głęboko w oczy. Przez chwilę czułam się jakby ktoś pozbył mnie wszystkich wspomnień. Czułam się pusta i... ciemność
Organizacyjnie
Wybaczcie, że nie pojawia się kontynuacja, ale wiąże się to z obowiązkami szkolnymi i domowymi.
Po wystawieniu ocen postaram się napisać kolejne rozdziały ;]
niedziela, 20 stycznia 2013
sobota, 5 stycznia 2013
Rozdział Szósty- Ten sam gust
-Jedziemy dziś do babci Marii.- Powiedział tata, gdy weszliśmy do kuchni.
- Do kogo?- Zapytałam trochę zdziwiona, ponieważ to imię, a tym bardziej zwrot "Babcia Maria" nie zapadł mi w pamięci.
- Do waszej babci. Zaprosiła nas dziś na kolację więc idźcie się przebrać i za godzinę wychodzimy.
"Kto to jest?" To pytanie ciągle dźwięczało w mojej głowie. Było pewne, że od rodziców się nic nie dowiem, więc postanowiłam iść do Fabiana.
- Kto to babcia Maria?- Zapytałam wchodząc do pokoju brata w chwili gdy zmieniał koszulę.
- To matka naszego taty. Podobno jak mieszkaliśmy w Polsce to się mną często zajmowała, ale miałem wtedy jakiś rok więc nic z tego nie pamiętam. Do Londynu przeprowadziliśmy się chyba pół roku po Twoim urodzeniu i od tamtej chwili nie miałem z nią żadnego kontaktu. Jedyne co, to rodzice czasem przesyłali nam pozdrowienia.
Zastanowiłam się chwilę i coś zaczęło mi świtać w głowie. Fabian przerwał, ale po chwili zaczął dalej mówić.
- Cieszę się, że w końcu ją poznam. Jak byliśmy młodsi to tata nam o niej opowiadał, ale ty zawsze byłaś zajęta swoimi samochodzikami. Zresztą nie dziwie Ci się. Byłaś dzieckiem tak jak i ja, ale w przeciwieństwie do Ciebie wiem, że miałem z nią kiedyś jakikolwiek kontakt i miło mi było słuchać opowiadać Ojca o niej.
- No to ja też ją w końcu poznam i jak wrócimy do Anglii to razem będziemy słuchać.- Powiedziałam i uśmiechnęłam się do brata, ale on słysząc o powrocie spochmurniał.
- Chyba powinnaś iść się przebrać. Zobacz która godzina, a znając Ciebie i tak nie zdążysz i będziemy za Tobą czekać.
Zabrzmiało to trochę ironicznie, ale przeszłam do swojego pokoju przez nasze małe drzwiczki i zaczęłam szukać czegoś do przebrania. W końcu po długim grzebaniu w szafie znalazłam czerwoną, krótką spódniczkę, beżową bluzkę z długim rękawem i żabotem. Z moich długich blond włosów zrobiłam kłosa i byłam gotowa.
Postanowiłam iść do kuchni napić się czegoś, gdy mama wyszła ze swojego pokoju w podobnym stroju. Miała na sobie co prawda długą, ale czerwoną spódnicę, bluzkę z żabotem i marynarkę w tym samym kolorze co spódniczka. Przyjrzała mi się dokładnie, podeszła do mnie i powiedziała:
-Ślicznie wyglądasz Amelko. Nie wiedziałam, że mamy tak podobny gust.
Przytuliła mnie z uśmiechem na twarzy. W tym samym momencie na korytarz wyszedł tata i po chwili Fabian. Tata stał oniemiały, a Fab wybuchnął głośnym śmiechem.
- Haha Ami kiedy wy się tak zgadałyście?
Tata nadal stał osłupiały, ale teraz patrzył na swojego syna. Razem z mamą stojąc pomiędzy nimi najpierw spojrzałyśmy na mężczyznę, potem na chłopca i również wybuchłyśmy śmiechem.
- Fabuś ty lepiej spójrz na siebie.- Powiedziała mama. Jego oczy powędrowały ku lustru,a następnie w kierunku taty. Odsunęłyśmy się trochę, by mu nie zasłaniać.
- No nieźle! Mamo czemu mamy takie same ciuchy?!
- Myślałam, że Ci się spodoba. Bardzo dobrze w tym wyglądasz synku.
- Idę się przebrać!
- Jak on, to ja też.- Odparłam słysząc brata.
-Oj przestańcie, Wyglądacie ślicznie. Zresztą nie mamy czasu, musimy już jechać więc zakładajcie buty i do samochodu.- Oznajmiła nasza rodzicielka, a my z lekkim podirytowaniem wykonaliśmy polecenia.
- Do kogo?- Zapytałam trochę zdziwiona, ponieważ to imię, a tym bardziej zwrot "Babcia Maria" nie zapadł mi w pamięci.
- Do waszej babci. Zaprosiła nas dziś na kolację więc idźcie się przebrać i za godzinę wychodzimy.
"Kto to jest?" To pytanie ciągle dźwięczało w mojej głowie. Było pewne, że od rodziców się nic nie dowiem, więc postanowiłam iść do Fabiana.
- Kto to babcia Maria?- Zapytałam wchodząc do pokoju brata w chwili gdy zmieniał koszulę.
- To matka naszego taty. Podobno jak mieszkaliśmy w Polsce to się mną często zajmowała, ale miałem wtedy jakiś rok więc nic z tego nie pamiętam. Do Londynu przeprowadziliśmy się chyba pół roku po Twoim urodzeniu i od tamtej chwili nie miałem z nią żadnego kontaktu. Jedyne co, to rodzice czasem przesyłali nam pozdrowienia.
Zastanowiłam się chwilę i coś zaczęło mi świtać w głowie. Fabian przerwał, ale po chwili zaczął dalej mówić.
- Cieszę się, że w końcu ją poznam. Jak byliśmy młodsi to tata nam o niej opowiadał, ale ty zawsze byłaś zajęta swoimi samochodzikami. Zresztą nie dziwie Ci się. Byłaś dzieckiem tak jak i ja, ale w przeciwieństwie do Ciebie wiem, że miałem z nią kiedyś jakikolwiek kontakt i miło mi było słuchać opowiadać Ojca o niej.
- No to ja też ją w końcu poznam i jak wrócimy do Anglii to razem będziemy słuchać.- Powiedziałam i uśmiechnęłam się do brata, ale on słysząc o powrocie spochmurniał.
- Chyba powinnaś iść się przebrać. Zobacz która godzina, a znając Ciebie i tak nie zdążysz i będziemy za Tobą czekać.
Zabrzmiało to trochę ironicznie, ale przeszłam do swojego pokoju przez nasze małe drzwiczki i zaczęłam szukać czegoś do przebrania. W końcu po długim grzebaniu w szafie znalazłam czerwoną, krótką spódniczkę, beżową bluzkę z długim rękawem i żabotem. Z moich długich blond włosów zrobiłam kłosa i byłam gotowa.
Postanowiłam iść do kuchni napić się czegoś, gdy mama wyszła ze swojego pokoju w podobnym stroju. Miała na sobie co prawda długą, ale czerwoną spódnicę, bluzkę z żabotem i marynarkę w tym samym kolorze co spódniczka. Przyjrzała mi się dokładnie, podeszła do mnie i powiedziała:
-Ślicznie wyglądasz Amelko. Nie wiedziałam, że mamy tak podobny gust.
Przytuliła mnie z uśmiechem na twarzy. W tym samym momencie na korytarz wyszedł tata i po chwili Fabian. Tata stał oniemiały, a Fab wybuchnął głośnym śmiechem.
- Haha Ami kiedy wy się tak zgadałyście?
Tata nadal stał osłupiały, ale teraz patrzył na swojego syna. Razem z mamą stojąc pomiędzy nimi najpierw spojrzałyśmy na mężczyznę, potem na chłopca i również wybuchłyśmy śmiechem.
- Fabuś ty lepiej spójrz na siebie.- Powiedziała mama. Jego oczy powędrowały ku lustru,a następnie w kierunku taty. Odsunęłyśmy się trochę, by mu nie zasłaniać.
- No nieźle! Mamo czemu mamy takie same ciuchy?!
- Myślałam, że Ci się spodoba. Bardzo dobrze w tym wyglądasz synku.
- Idę się przebrać!
- Jak on, to ja też.- Odparłam słysząc brata.
-Oj przestańcie, Wyglądacie ślicznie. Zresztą nie mamy czasu, musimy już jechać więc zakładajcie buty i do samochodu.- Oznajmiła nasza rodzicielka, a my z lekkim podirytowaniem wykonaliśmy polecenia.
środa, 2 stycznia 2013
Rozdział Piąty- Poznać miasto
Rodzice wrócili dopiero wieczorem. Nie znaliśmy zbyt dobrze miasta, ale na stole leżał drugi komplet kluczy więc postanowiliśmy wraz z Fabianem zwiedzić trochę okolicę. Wzięliśmy pieniądze z kasetki i wyszliśmy z domu. Na przeciwko naszego bloku znajdował się sklep, a że miałam ochotę na cole, to zaciągnęłam tam Fab'a. Przed sklepem stałam grupka mężczyzn wyglądających na niewiele starszych od nas. Zastawiali przejście do budynku wiec zapytałam, czy mogli by się przesunąć. Zapomniałam, że jesteśmy w Polsce i przyzwyczajona, że poza domem mówię po angielsku wypowiedziałam te słowa w obcym im języku. Wybuchnęli śmiechem, a jeden z nich złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Fabian, który powoli szedł za mną widząc to podbiegł do nas i odepchnął chłopaka do tyłu. Stanął przede mną i zaczął coś mówić. Byłam trochę oszołomiona i nie słyszałam słów wypowiadanych przez brata. Wiem tylko, że nie weszliśmy do tego sklepu tylko udaliśmy się jak najdalej od tej grupki.
Trochę połaziliśmy po mieście bez konkretnego celu. Rozglądając się widziałam wiele takich paczek jak tamta niedaleko naszego bloku. Bałam się, ale wiedziałam, że Fabian jest ze mną. W trakcie naszego spaceru wstąpiliśmy na kebab'a i na lody. W pewnym momencie zadzwonił telefon Fab'a. W pierwszej chwili myślałam, że to rodzice się o nas martwią, ale to była Vanessa.
- Myślisz, że czemu dzwoni?
- Nie wiem, ale zaraz się dowiem. Zostań tu a ja zaraz wrócę.
- Ale lody Ci się rozpuszczą jak pójdziesz.
- Spokojnie jakby co kupimy drugie.- Uśmiechnął się, wstał i zniknął za najbliższym zakrętem. Siedziałam chwile sama i bawiłam się telefonem, gdy podeszła do mnie staruszka.
- Poratuj Panienko. Na chleb, nie mam czym dzieci wyżywić.- Powiedziała rozpaczliwym tonem. Za nią stał mały, chudy chłopiec. Zrobiło mi się ich żal więc wyciągnęłam z kieszeni bluzy Fabiana portfel i podałam jej jakiś banknot.
- Niech duch świętu czuwa nad twą duszą.- I odeszła w chwili gdy dostrzegłam wyłaniającą się zza zakrętu sylwetkę brata.
- Coś się stało?- Zapytałam.
-Nie nic. Tak po prostu chciała pogadać.
-Ahas.- Wiedziałam, że kłamie, ale nie chciałam się z nim kłócić.
- Rodzice też dzwonili. Powiedzieli, żebyśmy wracali do domu bo mają nam coś do powiedzenia.
- hymmm... No ciekawe co bo zwykle z nami nie rozmawiają.
- Pewnie takie organizacyjne informacje i tyle.- Uśmiechnął się, założył bluzę i ruszyliśmy w drogę powrotną do domu.
Trochę połaziliśmy po mieście bez konkretnego celu. Rozglądając się widziałam wiele takich paczek jak tamta niedaleko naszego bloku. Bałam się, ale wiedziałam, że Fabian jest ze mną. W trakcie naszego spaceru wstąpiliśmy na kebab'a i na lody. W pewnym momencie zadzwonił telefon Fab'a. W pierwszej chwili myślałam, że to rodzice się o nas martwią, ale to była Vanessa.
- Myślisz, że czemu dzwoni?
- Nie wiem, ale zaraz się dowiem. Zostań tu a ja zaraz wrócę.
- Ale lody Ci się rozpuszczą jak pójdziesz.
- Spokojnie jakby co kupimy drugie.- Uśmiechnął się, wstał i zniknął za najbliższym zakrętem. Siedziałam chwile sama i bawiłam się telefonem, gdy podeszła do mnie staruszka.
- Poratuj Panienko. Na chleb, nie mam czym dzieci wyżywić.- Powiedziała rozpaczliwym tonem. Za nią stał mały, chudy chłopiec. Zrobiło mi się ich żal więc wyciągnęłam z kieszeni bluzy Fabiana portfel i podałam jej jakiś banknot.
- Niech duch świętu czuwa nad twą duszą.- I odeszła w chwili gdy dostrzegłam wyłaniającą się zza zakrętu sylwetkę brata.
- Coś się stało?- Zapytałam.
-Nie nic. Tak po prostu chciała pogadać.
-Ahas.- Wiedziałam, że kłamie, ale nie chciałam się z nim kłócić.
- Rodzice też dzwonili. Powiedzieli, żebyśmy wracali do domu bo mają nam coś do powiedzenia.
- hymmm... No ciekawe co bo zwykle z nami nie rozmawiają.
- Pewnie takie organizacyjne informacje i tyle.- Uśmiechnął się, założył bluzę i ruszyliśmy w drogę powrotną do domu.
wtorek, 1 stycznia 2013
Rozdział Czwarty- Rozstanie
Obudziłam się dość wcześnie, a przynajmniej tak mi się zdawało, bo na dworze było ciemno. Jeszcze się nie rozbudziłam, ale zauważyłam, że Fabian gdzieś zniknął. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym panował półmrok i na fotelu dostrzegłam jakąś ciemną sylwetkę. To był on. Miałam dziwne przeczucie, że jest lepiej. Wstałam z łóżka i podeszłam do brata. Stałam tak chwile przed nim, wyciągnął do mnie rękę i posadził sobie na kolanach. Patrzyłam mu prosto w oczy i wiedziałam, że nie jest dobrze, i że długo nie będzie, ale na pewno jest lepiej.
- Myślałem o tym wszystkim.- Odezwał się po długiej chwili milczenia.
- O przeprowadzce, o tym, że rodzice nic nam wcześniej nie powiedzieli. Nawet nie zapytali o zdanie. Myślałem o Van...- Zamilkł ma chwile, a w oku zakręciła mu się łza.
- Dzwoniłem do niej, jak zasnęłaś nie mogłem wytrzymać. Długo rozmawialiśmy i doszliśmy do wniosku, że to nie ma sensu... To nie przetrwa. Zbyt duża odległość i choć mam nadzieje, że kiedyś wrócimy do Anglii to nie mam pewności. Nie mogę jej hamować i kazać jej czekać. To jej życie...
- Ale...- Zaczęłam niepewnie, jednak Fabian jeszcze nie skończył.
- Nie możemy żyć przeszłością Ami. Damy sobie radę.- Na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Dał mi buziaka w czoło i mocno do siebie przytulił. Nie musiałam nic mówić. On i tak wszystko wiedział.
Wcześniej w łóżku widocznie nie spałam zbyt długo, ponieważ zasnęłam wtulona w brata. Rano obudziłam się w swoim pokoju. Czułam się nawet dobrze, ale zastanawiałam się co teraz robi Fab.
Po nocnej rozmowie, albo raczej monologu Fabiana czułam się lepiej. Już nie był to obcy dom, tylko taki bardziej nasz.
Wczoraj, gdy "zwiedzałam" mój pokój nie zwróciłam uwagi na to, że na ścianie oddzielającej nasze pokoje są drzwi. W głowie pojawiła się myśl, a na twarzy dziecinny uśmieszek "Rodzice jednak o nas pomyśleli".
Zapukałam i po chwili ciszy weszłam do pokoju. Fabiana tam nie było, więc postanowiłam obejrzeć dom bez jego towarzystwa. Następne drzwi, które otworzyłam prowadziły do łazienki. Korzystając z okazji doprowadziłam się do porządku i ruszyłam na dalsze "zwiady".
Fab'a znalazłam w kuchni. Powiedział, że rodzice gdzieś wyszli i będą za pół godziny.
- Pierwszy dzień, a ich znowu nie ma.- Pomyślałam na głos.
- Tacy już są. Chyba zdążyłaś się przyzwyczaić?- Zapytał ironicznie biorąc kolejny gryz kanapki z serem i pomidorem. Wzruszyłam ramionami, usiadłam obok niego i zabrałam mu kanapkę leżącą na talerzu.
- Daleko jest szkoła?
- Ami weź przestań! Ciesz się końcówką wakacji.
Miał racje. To ostatni tydzień wakacji a ja myślałam o szkole.
- Myślałem o tym wszystkim.- Odezwał się po długiej chwili milczenia.
- O przeprowadzce, o tym, że rodzice nic nam wcześniej nie powiedzieli. Nawet nie zapytali o zdanie. Myślałem o Van...- Zamilkł ma chwile, a w oku zakręciła mu się łza.
- Dzwoniłem do niej, jak zasnęłaś nie mogłem wytrzymać. Długo rozmawialiśmy i doszliśmy do wniosku, że to nie ma sensu... To nie przetrwa. Zbyt duża odległość i choć mam nadzieje, że kiedyś wrócimy do Anglii to nie mam pewności. Nie mogę jej hamować i kazać jej czekać. To jej życie...
- Ale...- Zaczęłam niepewnie, jednak Fabian jeszcze nie skończył.
- Nie możemy żyć przeszłością Ami. Damy sobie radę.- Na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Dał mi buziaka w czoło i mocno do siebie przytulił. Nie musiałam nic mówić. On i tak wszystko wiedział.
Wcześniej w łóżku widocznie nie spałam zbyt długo, ponieważ zasnęłam wtulona w brata. Rano obudziłam się w swoim pokoju. Czułam się nawet dobrze, ale zastanawiałam się co teraz robi Fab.
Po nocnej rozmowie, albo raczej monologu Fabiana czułam się lepiej. Już nie był to obcy dom, tylko taki bardziej nasz.
Wczoraj, gdy "zwiedzałam" mój pokój nie zwróciłam uwagi na to, że na ścianie oddzielającej nasze pokoje są drzwi. W głowie pojawiła się myśl, a na twarzy dziecinny uśmieszek "Rodzice jednak o nas pomyśleli".
Zapukałam i po chwili ciszy weszłam do pokoju. Fabiana tam nie było, więc postanowiłam obejrzeć dom bez jego towarzystwa. Następne drzwi, które otworzyłam prowadziły do łazienki. Korzystając z okazji doprowadziłam się do porządku i ruszyłam na dalsze "zwiady".
Fab'a znalazłam w kuchni. Powiedział, że rodzice gdzieś wyszli i będą za pół godziny.
- Pierwszy dzień, a ich znowu nie ma.- Pomyślałam na głos.
- Tacy już są. Chyba zdążyłaś się przyzwyczaić?- Zapytał ironicznie biorąc kolejny gryz kanapki z serem i pomidorem. Wzruszyłam ramionami, usiadłam obok niego i zabrałam mu kanapkę leżącą na talerzu.
- Daleko jest szkoła?
- Ami weź przestań! Ciesz się końcówką wakacji.
Miał racje. To ostatni tydzień wakacji a ja myślałam o szkole.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)