Organizacyjnie

Wybaczcie, że nie pojawia się kontynuacja, ale wiąże się to z obowiązkami szkolnymi i domowymi.
Po wystawieniu ocen postaram się napisać kolejne rozdziały ;]

środa, 2 stycznia 2013

Rozdział Piąty- Poznać miasto

Rodzice wrócili dopiero wieczorem. Nie znaliśmy zbyt dobrze miasta, ale na stole leżał drugi komplet kluczy więc postanowiliśmy wraz z Fabianem zwiedzić trochę okolicę. Wzięliśmy pieniądze z kasetki i wyszliśmy z domu. Na przeciwko naszego bloku znajdował się sklep, a że miałam ochotę na cole, to zaciągnęłam tam Fab'a. Przed sklepem stałam grupka mężczyzn wyglądających na niewiele starszych od nas. Zastawiali przejście do budynku wiec zapytałam, czy mogli by się przesunąć. Zapomniałam, że jesteśmy w Polsce i przyzwyczajona, że poza domem mówię po angielsku wypowiedziałam te słowa w obcym im języku. Wybuchnęli śmiechem, a jeden z nich złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Fabian, który powoli szedł za mną widząc to podbiegł do nas i odepchnął chłopaka do tyłu. Stanął przede mną i zaczął coś mówić. Byłam trochę oszołomiona i nie słyszałam słów wypowiadanych przez brata. Wiem tylko, że nie weszliśmy do tego sklepu tylko udaliśmy się jak najdalej od tej grupki.
Trochę połaziliśmy po mieście bez konkretnego celu. Rozglądając się widziałam wiele takich paczek jak tamta niedaleko naszego bloku. Bałam się, ale wiedziałam, że Fabian jest ze mną. W trakcie naszego spaceru wstąpiliśmy na kebab'a i na lody. W pewnym momencie zadzwonił telefon Fab'a. W pierwszej chwili myślałam, że to rodzice się o nas martwią, ale to była Vanessa.
- Myślisz, że czemu dzwoni?
- Nie wiem, ale zaraz się dowiem. Zostań tu a ja zaraz wrócę.
- Ale lody Ci się rozpuszczą jak pójdziesz.
- Spokojnie jakby co kupimy drugie.- Uśmiechnął się, wstał i zniknął za najbliższym zakrętem. Siedziałam chwile sama i bawiłam się telefonem, gdy podeszła do mnie staruszka.
- Poratuj Panienko. Na chleb, nie mam czym dzieci wyżywić.- Powiedziała rozpaczliwym tonem. Za nią stał mały, chudy chłopiec. Zrobiło mi się ich żal więc wyciągnęłam z kieszeni bluzy Fabiana portfel i podałam jej jakiś banknot.
- Niech duch świętu czuwa nad twą duszą.- I odeszła w chwili gdy dostrzegłam wyłaniającą się zza zakrętu sylwetkę brata.
- Coś się stało?- Zapytałam.
-Nie nic. Tak po prostu chciała pogadać.
-Ahas.- Wiedziałam, że kłamie, ale nie chciałam się z nim kłócić.
- Rodzice też dzwonili. Powiedzieli, żebyśmy wracali  do domu bo mają nam coś do powiedzenia.
- hymmm... No ciekawe co bo zwykle z nami nie rozmawiają.
- Pewnie takie organizacyjne informacje i tyle.- Uśmiechnął się, założył bluzę i ruszyliśmy w drogę powrotną do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz