Organizacyjnie

Wybaczcie, że nie pojawia się kontynuacja, ale wiąże się to z obowiązkami szkolnymi i domowymi.
Po wystawieniu ocen postaram się napisać kolejne rozdziały ;]

poniedziałek, 30 września 2013

Rozdział dwunasty- Szaleństwo

Wypiję. Bo on mnie o to prosi. Widziałam, że cierpi patrząc na moją obecną formę. Czarne, zniszczone włosy, czerwone oczy i całkiem wycieńczoną postać.

Zanurzyłam koniec języka w płynie i poczułam jak moje źrenice się powiększają. Uniosłam szklankę do góry i duszkiem wypiłam jej zawartość. Odrzuciłam szklankę i pożądliwym wzrokiem spojrzałam na ramię Fabiana. Wciąż trzymał zabandażowaną rękę, a rana obficie krwawiła. Rzuciłam się w jego kierunku i rozerwałam bandaż. Już miałam zacząć pić krew z rozcięcia gdy coś odciągnęło mnie do tyłu. Coś, a raczej ktoś. To był Angelo. Złapał mnie za kołnierz bluzki i chciał wywlec do innego pomieszczenia, gdy nagle rozłożyłam swoje kruczoczarne skrzydła i w mgnieniu oka znalazłam się z powrotem przy bracie.
Złapałam jego rękę i zamiast pić krew wbijając kły, które pojawiły się wraz ze skrzydłami wyciągnęłam język i zlizałam krew spływającą po jego ręku.
Rana od razu się zagoiła. Moje skrzydła zniknęły, a zostały tylko dwa, krótkie kły lekko nachodzące na dolną wargę.
Fabian... On był przerażony. Widziałam to w jego oczach od samego przyjazdu tutaj, ale nie aż w takim stopniu. Czułam, że patrzy na mnie jak na potwora, ale... zaczął do mnie podchodzić, a ja powoli się cofałam czując wstręt do samej siebie.
Po paru sekundach znalazłam się pod samą ścianą i nie miałam żadnej drogi ucieczki, więc usiadłam w kącie z podkurczonymi nogami i zaczęłam płakać. Miałam dość tego wszystkiego. Miałam dość tego, kim się stałam i kim tak naprawdę zawsze byłam.  Fabian pochylił się nade mną i pocałował mnie w czoło. Uklęknął i przytulił.
-Nie płacz Ami. Nic się nie stało. Widzisz? Zagoiłaś moją ranę. Dziękuję Ci, teraz już nie boli- próbował mnie pocieszyć, a ja nie była w stanie wypowiedzieć ani jednego słowa. Po prosu wtuliłam się w niego i płakałam.
Angelo stał obok nadal zszokowany widokiem moich skrzydeł.
- Skąd Ty masz skrzydła?! Jak to możliwe?! Przecież gdy ktoś sprzeciwia się Lucyferowi ten odbiera mu skrzydła!- Mówił szeptem, a w jego głosie było słychać niedowierzanie i skołowanie.
-Musimy uciekać! - krzyknął nagle Angelo i złapał Fabiana za rękę odciągając go ode mnie.
- On jej nie wygnał! Nadal jest częścią piekła i jej szukają! Nie możemy z nią dłużej zostać!- zaczął krzyczeć i odchodzić w stronę wyjścia podczas gdy ja ciągle siedziałam w kącie.
-Zostaw mnie! Nie mogę jej zostawić. To moja siostra i jej to obiecałem. Jak chcesz to uciekaj, a my sobie sami poradzimy.
- Dobrze wiesz, że nie mogę. Podpisaliśmy kontrakt i nie mogę Cię opuścić. Jesteś idiotą. Sam wiesz, że możesz tego nie przeżyć, a jednak wolisz zostać.

Przysłuchiwałam się tej wymianie zdań i kompletnie nie wiedziałam co się dzieje. Jaki kontrakt? Dlaczego Fabian może nie przeżyć? Co się tutaj dzieje i dlaczego ja muszę być przyczyną tego wszystkiego?

sobota, 28 września 2013

Rozdział Jedenasty- Regeneracja

- Jak chcesz to jedz. - Powiedział Fabian do swojego strórza.
-I co?! Zamierzacie tak tutaj siedzieć?! Mieliście uciekać! - Słychać było strach w słowach anioła, ale dlaczego on sie bał? Nic mu przecież nie groziło...
- Musimy po prostu mieć Ciebie. Amelia mówiła, że to starczy- Spokojnym głosem odparł Fabian i włożył od ust ostatni gryz kanapki.
- Wcale tak nie powiedziałam. Tam gdzie jestem gromadzą się kruki, a Angelo może nam pomóc tylko na krótki czas w jednym miejscu. Fabian proszę... jeśli chcesz żyć normalnie to mnie zostaw, a ja sobie poradzę. Nie chcę Ci niszczyć życia przez to kim jeste...
- Przestań! Jesteś moją siostrą i muszę Cie bronić nieważne co się stanie! Obiecałam, że zawsze będę przy Tobie, bo Cię... Kocham... Kocham Cię Amelko... moja siostrzyczko- a po jego policzkach zaczęły spływać łzy. Sama nie wiem dlaczego pobiegłam w jego stronę i przytuliła go ze wszystkich sił jakie miałam w swoich wątłych, wyczerpanych przemianą ramionach. Angelo stał tylko koło nas karmiąc się uczuciem Fabiana. Tak, Fabiana... ponieważ ja nic nie czuję. Zostały mi tylko te ludzkie odruchy i nikły zarys wcześniej doznanych uczuć. A Anioły karmią się uczuciem. Są wtedy silne i ich blask grzeje i spala kruki mojego Ojca.
Podniosłam głowę, by spojrzeć w zaszklone, czekoladowe oczy Fabiana i...
~*~
-Wypić krew?!
-Tak. Widzisz, Amelia jest demonem Szkarłatnym, a one piją krew, by móc żyć. Szkarłatni są przez ludzi nazywani Wampirami, a to nic innego, jak czysto-krwiste demony poczęte przez Lucyfera. Przed przebudzeniem była pół człowiekiem. Miała swoją ludzką postać, którą zaprzepaściła tzw. transformacja. Wcześniej była bardziej ludzka, czyli jedynymi demonicznymi cechami były wyostrzone zmysły. Jednak teraz szala się przesunęła i jej postać przyjęła praktycznie całkiem demoniczną formę. Jedyne, czego brakuje na pierwszy rzut oka to czarnych skrzydeł.
- Ona o tym wie?
- Ale o czym?- Zapytałam otwierając oczy.
- O Ami, Obudziłaś się! To może ja przyniosę coś z kuchni!- Powiedział Fabian lekko roztrzęsionym głosem.
- O tym, że musisz pić krew.- Wtrącił się Angelo wychylając swoją smukłą postać zza pleców mojego brata.
- K-k-krew?! Dlaczego?!
- Oj jak ty mało wiesz o samej sobie.- Odparł rozbawiony tą sytuacją anioł.
- Jesteś Szkarłatny demonem. Żeby było ci łatwiej powiedzmy, że Wampirem. Musisz pić krew by móc regenerować siły. Po przebudzeniu już nie starcza Ci ludzki pokarm. - powoli wytłumaczył Angelo głosem, jakby recytował alfabet jakiemuś idiocie.
- Ale jak ja mam pić tą krew... Skąd mam ją wziąć?- Głośno pomyślałam.
- Najlepiej by była to krew kogoś, kogo znałaś przed przemianą. Kogoś bliskiego. Fabian, możesz już przyjść!- Krzyknął w kierunku kuchni. Fabian przyszedł trzymając w zabandażowanym ręku szklankę z czerwoną substancją. To... to była krew, krew Fabiana! Mojego brata! 
- Ja, ja mam to wypić?- Zapytałam niepewna przeznaczenia owego płynu.
- Pij Ami. Dzięki temu będziemy mogli żyć dalej- Delikatnie uśmiechnął się Fabian. 

czwartek, 18 kwietnia 2013

Rozdział Dziesiąty- Angelo

-Ała!- Krzyknęłam czując uderzenie w głowę.
-Gdzie ja jestem?- Zapytałam po chwili rozglądając się po otoczeniu. Siedziałam w samochodzie, droga była dość zdegustowana. Pełna dziur i niezadbana, to dlatego uderzyłam się w głowę.
-Jedziemy do domu. - Odparł kierowca. Przyjrzałam mu się dokładnie i w owej postaci rozpoznałam Fabiana. Nie wiedziałam, że umie prowadzić. Czasem tata dawał mu usiąść za kierownicą, ale tak samemu?
- Do domu? A gdzie rodzice?- Byłam dość zszokowana i zdezorientowana.
-Nic nie pamiętasz?- zapytał podając mi lusterko. Moje włosy były krótkie i czarne, a oczy soczystoczerwone.
-Co s...-chciałam zapytać, ale w tym momencie wszystko sobie przypomniałam. Krew, cierpienie, śmierć, Ojciec...
-Ojciec!- Złapałam za siedzenie kierowcy a wystraszony moim krzykiem Fabian gwałtownie skręcił i wpadliśmy w poślizg.
-Nie krzycz tak bo nas pozabijam. Przecież wiesz, że nie umiem dobrze prowadzić, a musimy się dostać do domu.- Powiedział dość spokojnie jak na sytuacje,  w której się znaleźliśmy.
-Co z ojcem? Nie żyje, mama taż. Jedziemy do domu i musimy sobie jakoś poradzić. Pójdziemy do szkoły i na razie będziemy się utrzymywać z tej kasy którą mamy. Potem znajdę pracę, chociaż nie będzie to tak szybko konieczne z naszym stanem konta.- Zaśmiał się w duszy wypowiadając ostatnie słowa.
-Nie ten ojciec, tylko mój Ojciec! On mnie znajdzie i Cię zabije! A mnie ześle do kotłów!
-Czekaj, czekaj. Nic nie rozumiem. Jakich kotłów? Jaki oj...
- Mój Ojciec! Znajdzie nas i w piekle ześle mnie do kołów i spali, ale wciąż będę żyć i cierpieć!Musimy uciekać!-mówiłam coraz bardziej przerażona.
-Okey. A więc muszę zmienić cały plan, ale do szkoły musisz chodzić. Jak duże wgląd ma ten Twój ojciec? Co możemy zrobić, aby Cię nie znalazł?
- Musimy mieć stróża, ale to nie jest takie łatwe. Stróż pojawia się, gdy ktoś traci całkowitą chęć do życia i... Czekaj..-rozejrzałam się dookoła. Nie widziałam stróża, ale czułam go. Zmieniając się z powrotem w człowieka straciłam cześć zdolności ale nie wszystkie. Wciąż czułam inne anioły i nadzorców. Słyszałam myśli innych i czytałam ich uczucia gdy tego potrzebowałam.
-O stróża nie musimy się martwić. Ktoś już Ci towarzyszy od jakiegoś czasu.-  tym momencie koło mnie pojawił się chłopak w wieku Fabiana z krótkimi blond włosami, dość wysoki o niebieskich oczach. Był ubrany w rozpiętą koszulę w kratkę, biały T-shirt i ciemne jeansy.
-Jestem Angelo White.Dziwne nazwisko co nie? Ale niestety wszystkie anioły tak mają. Widać ktoś mnie uprzedził w opiece nad Fab...- Uśmiechnął się i za chwile spochmurniał widząc moje czerwone oczy. Odsunął się najdalej jak mógł.
- A..An...- Wybełkotał tylko tyle.
-Amelia. - Powiedział Fabian.
-I nie udawaj głupiego. Już od dawna tu jesteś i ją znasz...- skwitował Fab dość podirytowanym tonem.
-Ale nie myślałem, że ją zabierzesz! Nie po to oddałem swoje pióro, żebyś dał jej się załatwić!- Z zdenerwowanego Angelo słowa wypływały niczym potok, albo spadający deszcz w czasie burzy.
- To moja siostra i chcielibyśmy byś nam pomógł. Ona już nie che być taka. Chcemy żyć normalne, a Ami mówi, że jesteś nam do tego potrzebny.
-T..Tak. Jesteś nam potrzebny...Aby uciec potrzebujemy tarczy a tylko White może zamaskować mój ślad i nasze znamiona Uciekiniera. - Nie czekając na reakcje Angelo Fabian zaparkował, złapał mnie za rękę i zaprowadził na górę. Anioł pojawił się kilak minut później w czasie, gdy Fab robił nasze ulubione kanapki z serem...

piątek, 5 kwietnia 2013

Rozdział Dziewiąty- Uczucia

Zaczynałam się bujać coraz szybciej, potem z coraz większą siłą. Wujek zasłuchany w nucona przeze mnie melodię popadł w trans. Coś pstryknęło. Już się nie obudzi. Odeszłam kawałek dalej i rozejrzałam się po pokoju. Pomieszczenie było całe zdemolowane, w rogu stał mój Nadzorca. Wykonała na początek nie zrozumiały dla mnie gest, ale gdy spojrzałam we wskazanym kierunku zobaczyłam Go. Fabiana siedzącego na zielonej kanapie i wpatrującego się we mnie swoimi czekoladowymi oczyma. Jego wzrok był pewny, nie widziałam w nim żadnej skruchy, a przecież stał przed Aniołem!
- Chyba jeszcze nie skończyłaś się bawić. Nie myślałem, że interesują Cie lalki, przecież zawsze wolałaś samochodziki.- Powiedział żartobliwie delikatnie się uśmiechając.
- Lubiłem te nasze zabawy, ale nie myślałem, że to ja będę zabawką. Co chcesz ze mną zrobić? Spełnisz moje życzenie? Zaśpiewasz? A może mam się zająć Twoimi koralikami?- ciągnął swój monolog, a ja stałam osłupiona. Nie rozumiałam jego pewności siebie.
- Jak tak możesz?! Jestem Aniołem! - krzyknęłam bezmyślnie.
- Aniołki to robiliśmy z mąki i soli na Gwiazdkę i nie przypominam sobie, aby były tam barwy czerni.
- Czy Ty sobie ze mnie żartujesz?! Pożałujesz tego!- i wyciągnęłam korale. Ostatni koralik był... biały?
- Ahh czyli jednak kuleczki? Co masz taka minę mała?- zapytał.
Na początku nie mogłam wydusić z siebie słowa. Złapałam za koralik i poczułam ciepło, nie gorąco. Do mojej głowy zaczęłam napływać masa wspomnień i pozytywnych emocji. Co się dzieje? Podleciałam do Nadzorcy i wbiłam jej pióro w szyję. Moje pióro było białe?! Spojrzałam na skrzydła. Reszta miała swój odpowiedni kolor.
Zaczęłam spadać na ziemię. Myślałam, że zaraz uderzę o podłogę, ale zamiast tego poczułam delikatny uścisk. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Fabiana. Słona łza spłynęła po jego policzku i po chwili wylądowała na mojej twarzy. Otarł ją i powiedział.
-Zawsze będziesz moją siostrzyczką. Nie ważne co się stanie. Nie ważne Kim się staniesz i co będziesz chciała ze mną zrobić ja Cie nie zostawię. Nie dam Cię skrzywdzić.
Mimo woli wróciłam do ludzkiej postaci, jednak włosy zostały krótkie i czarne, a oczy czerwone niczym kropla świeżej krwi.
Zamknęłam oczy, przytuliłam się do Fabiana i bezgłośnie wypowiedziałam słowa "Kocham Cię" Po czym bezwładnie zawisłam w jego ramionach

wtorek, 2 kwietnia 2013

Rozdział Ósmy- Przebudzenie

Czy to już teraz? Dlaczego tak szybko? To musi się stać?...
Zaczynam sobie wszystko przypominać. Wiem, kim na prawdę jestem. Jak powstałam i po co żyję.
To nie są moi rodzice, ani mój brat. To obce istoty, z którymi nic mnie nie łączy, ale co z uczuciami? Co z tymi wszystkimi latami wśród Tych Ludzi? To nie ważne! To bez znaczenia!
Jestem Aniołem i nic nie czuję. Ale anioły czują współczucie miłość zaufanie... Niestety Ja jestem Aniołem Ciemności. Mój Ojciec zsyła swoje dzieci na Ziemię. Rodzą się jako ludzie i poznają życie. Czasem jest dla Nas piękne, czasem wręcz przeciwnie. Ja niestety miałam pecha. Wiodłam cudowne życie w gronie kochającej rodziny. Miałam wszystko co chciałam. Ale dlaczego? Dlaczego mi to zrobił?! Czemu kazał mi tak cierpieć?
Innym jest łatwiej. Wiodą straszne życie pełne bólu i nienawiści. Mają łatwiej, bo Ojciec aby sprawdzić wierność swoich dzieci każe Nam... Zabić kiedyś Nam bliskich ludzi...
Własnie pojawiło się przede mną lustro, a w nim ładna, szczupła, jasnowłosa dziewczyna. Szkoda, że to nie ja. Obraz się zmienia, w odbiciu włosy się wykruszają i czarnieją. Oczy przybierają czerwoną barwę, a z pleców wyrastają wielkie, kruczoczarne skrzydła. Co po mnie zostało? Elegancka bluzka, spódniczka i buciki...
Mrok powoli zaczyna znikać, a ku moim oczom ukazuje się realny świat. Czuje na sobie przerażone spojrzenia dawnej rodziny. Tylko Ciotka się uśmiecha, musi być jedna z Nich. Nadzorca. W końcu i ona dziś zginie, ale takie jest jej przeznaczenie.
Piekielne gorąco ogarnia moje ciało. Jest mi dobrze. Ojciec z matką chowają się za kanapą, niestety to Oni mają być pierwszym celem. Z łatwością przychodzi mi odebranie życia tym bezwartościowym istotom. Babka klęczy z różańcem przed krzyżem i mamrocze słowa modlitwy.
-To Ci nic nie da!- Krzyczę w jej kierunku.
-Prawdziwy jest Mój Ojciec! Ten śmieć wam nie pomoże!- Wraz z każdym słowem "Ojcze Nasz" wypowiadanym przez staruszkę rośnie we mnie wściekłość. Wyciągam korale z kieszeni i odrywam jedną kulkę. Babcia pada na ziemię.
 Ojciec mówił, aby nie brudzić rąk starą krwią. Właśnie do tego służą korale życia. Niestety dla ludzi to też ma plusy. Nie czują bólu , ani cierpienia. Cóż, jednej mogę tego oszczędzić.
-Błagam oszczędź dzieci. Amelko kochana przecież jesteśmy rodziną. To ja Twój wujek.- Usłyszałam rozpaczliwy ton Franciszka. Dziwne, że pod tą postacią przynosząca śmierć jeszcze widzi swoją "kochana Amelke". Bez słowa zbliżam się do nich. Swoją małą, delikatną dłonią przesuwał po szorstkim policzku wystraszonego mężczyzny. Na podłogę kapnęła kropelka krwi.
- Widzisz? Zadrapałeś mnie.- Podniosłam jedno z piór moich skrzydeł i wytarłam nim lekko nacięta dłoń. Anioły łatwo zranić. To jako jedyne zostało nam po Czystych. Łatwo zranić, ale nie można zabić.
- To bolało. Teraz Ty musisz cierpieć.- Wyszepnęłam mu do ucha delikatnie się uśmiechając i biorąc na ręce Adasia. W błękitnych oczach chłopca stały łzy. Jedna zleciała po jego policzku, spadła na ziemie i zmieszała się z kropla mojej krwi.
- Spójrz. Popsułeś moją kroplę.- Powiedziałam lekko oburzonym głosem i się lekko zaśmiałam.
- Za to ja popsuję Twoje kropelki.-Chłopiec spojrzał w tamtym kierunku, a łzy w jego oczach przybrały czerwoną barwę. Wystraszył sie jeszcze bardziej. Zeskoczył mi z rąk i pobiegł do swojego ojca.
-Tato zabierz mnie stąd! Ja nie che na to patrzeć!- Cieniutkim głosikiem wykrzyczał Adaś.
- Ojej biedactwo. Przepraszam, już nie musisz tego widzieć.- Powiedziałam, a jego oczy zrobiły się czarne i straciły zdolność widzenia. Adaś zaczął biegać po pokoju i krzyczeć pomocy. Z wielką szybkością wbiegł na ostry róg stołu i...
- Dlaczego go zabiłaś?! Co on Ci zrobił?!- Wykrzyczał Franciszek
- Ja tylko spełniłam jego życzenie, którego tatuś nie miał możliwości wykonać.- Mój dziecinny, sarkastyczny ton powoli zaczynał mnie irytować. Lubię się bawić, ale bez przesady.
-Filipku?- Zawołałam drugiego chłopca.
- A Ty czego sobie życzysz?- Zapytałam i uśmiechnęłam się najpiękniej jak tylko Anioł potrafi.
-Ja.. ja.. ja chcę aby było jak dawniej. Chcę do Adasia i do tatusia.
- Oj kochanie to bardzo proste życzenie. Musisz tylko tu do mnie podejść.- Chociaż ojciec mocno trzymał chłopca udało mu się wyrwać z objęć taty i przybiec do mnie.
- A teraz pomyśl swoje życzenie, ale zastanów się, cz na prawdę tego chcesz. Jeśli tak, to weź ten koralik.- Filipek bez zastanowienia urwał kuleczkę a moich korali życia.
- Teraz pójdziesz do Adasia, a zaraz będzie tam tatuś.- wyszeptałam maluchowi do ucha i mocno przytuliłam jego podające na moją postać ciało. Uśmiechał się.
- Chcesz spełnić marzenie synka? Chociaż tego możesz uszczęśliwić. - mówiłam już swoim głosem powoli zbliżając się do mężczyzny.
- To Twoja kara. Za to, że mnie zadrapałeś. Ale chociaż zrobisz coś dla malucha. - ciało chłopca niosłam na rękach przytulając je do siebie.
- Teraz nie zostało mi już nic! Odebrałaś mi całe szczęście. I tak umrę więc rób ze mną co chcesz. - Nie podobał mi się ten poddańczy ton Byłego Wujka.
Tak czy inaczej położyłam chłopca na kanapie. Podeszłam do mężczyzny od tyłu i go przytuliłam zwieszając się przez jego szyję. Zaczęłam śpiewać:
Spokojnie. On Cie obseróje.
W ciemnych zaułkach nocy chwyć go za rękę. 
Nawet gdy będziesz daleko samotny zawsze Cie odnajdzie.
Powiedział mi wszystko, co chciałam i nawet jeśli 
o tym zapomnę, znów mi to powie.
Co zrobię jednak, gdy wszystkiego się już dowiem?

niedziela, 20 stycznia 2013

Rozdział Siódmy- Druga strona rodziny

Babcia Maria mieszkała na wsi. Wysiadłam z samochodu i coś dziobnęło mnie w nogę. Fabian podbiegł gdy usłyszał mój pisk i odgonił kurę śmiejąc się ze mnie.
- Co ty nigdy kurczaka nie widziałaś?
- No widziałam, ale na talerzu.
- A pisklaka też się przestraszysz? - Zapytał kierując swój wzrok w kierunku małych żółtych stworzonek maszerujących jedno za drugim. Wyglądały tak słodko. Rodzice byli już przy drzwiach.
- Chodźcie do nas.- Powiedział tata z uśmiechem na twarzy.
Drzwi otworzyła niska staruszka o roześmianych oczach.
- O nareszcie już jesteście. Franek chodź tu! Michał przyjechał!- Krzyknęła w głąb mieszkania, jak podejrzewam do brata mojego ojca. Po chwili obok niej pojawił się wysoki, dość pulchny mężczyzna o zielonych oczach i ciemnych  włosach.
- Cześć Michaś, Lauro. Fabian łobuzie tyle się nie widzieliśmy o i moja kochana chrześnica!- Krzyknął i nagle straciłam grunt pod stopami i znalazłam się w powietrzu. Pisnęłam głośno, a pan Franek postawił mnie na ziemię.
- Co ty taka strachliwa?- Powiedział, a ja przytuliłam się do taty. To był mój chrzestny?
- Wejdźcie do środka, a nie tak w progu stoicie.
I jak powiedziała staruszka, tak zrobiliśmy. Dom był przytulny. Dość duży jak na 2 osoby. Chociaż biorąc pod uwagę nasz dom w Anglii to nie powinno mnie to szokować.
Usiadłam na kanapie obok Fabiana, a po chwili do pokoju wbiegła mały chłopczyk, a za nim kolejny. Byli do siebie bardzo podobni.
-Bliźniaki?- Pomyślałam na głos, a Pan Franek na to.
- A bliźniaki. Mają już po 4 lata.- I poczochrał maluchy po główkach.
- Adaś i Filip. - Usłyszałam głos od strony drzwi. Była to dość niska kobita, o długich blond włosach i opalonej skórze. Miała na sobie granatową sukienkę i czarne szpilki.
- Nie mówiliście mi, że Michał wpadnie.- Zwróciła się do męża.
- Też się dzisiaj dowiedziałem. Mama ich zaprosiła na kolację. Chyba nie masz nic przeciwko?
- No jasne, że nie.- Odparła, ustała przede mną, a ja automatycznie zerwałam się z kanapy.
- Dzień dobry.- Powiedziałam. Spojrzałyśmy sobie głęboko w oczy. Przez chwilę czułam się jakby ktoś pozbył mnie wszystkich wspomnień. Czułam się pusta i... ciemność

sobota, 5 stycznia 2013

Rozdział Szósty- Ten sam gust

-Jedziemy dziś do babci Marii.- Powiedział tata, gdy weszliśmy do kuchni.
- Do kogo?- Zapytałam trochę zdziwiona, ponieważ to imię, a tym bardziej zwrot "Babcia Maria" nie zapadł mi w pamięci.
- Do waszej babci. Zaprosiła nas dziś na kolację więc idźcie się przebrać i za godzinę wychodzimy.
"Kto to jest?" To pytanie ciągle dźwięczało w mojej głowie. Było pewne, że od rodziców się nic nie dowiem, więc postanowiłam iść do Fabiana.
- Kto to babcia Maria?- Zapytałam wchodząc do pokoju brata w chwili gdy zmieniał koszulę.
- To matka naszego taty. Podobno jak mieszkaliśmy w Polsce to się mną często zajmowała, ale miałem wtedy jakiś rok więc nic z tego nie pamiętam. Do Londynu przeprowadziliśmy się chyba pół roku po Twoim urodzeniu i od tamtej chwili nie miałem z nią żadnego kontaktu. Jedyne co, to rodzice czasem przesyłali nam pozdrowienia.
Zastanowiłam się chwilę i coś zaczęło mi świtać w głowie. Fabian przerwał, ale po chwili zaczął dalej mówić.
- Cieszę się, że w końcu ją poznam. Jak byliśmy młodsi to tata nam o niej opowiadał, ale ty zawsze byłaś zajęta swoimi samochodzikami. Zresztą nie dziwie Ci się. Byłaś dzieckiem tak jak i ja, ale w przeciwieństwie do Ciebie wiem, że miałem z nią kiedyś jakikolwiek kontakt i miło mi było słuchać opowiadać Ojca o niej.
- No to ja też ją w końcu poznam i jak wrócimy do Anglii to razem będziemy słuchać.- Powiedziałam i uśmiechnęłam się do brata, ale on słysząc o powrocie spochmurniał.
- Chyba powinnaś iść się przebrać. Zobacz która godzina, a znając Ciebie i  tak nie zdążysz i będziemy za Tobą czekać.
Zabrzmiało to trochę ironicznie, ale przeszłam do swojego pokoju przez nasze małe drzwiczki i zaczęłam szukać czegoś do przebrania. W końcu po długim grzebaniu w szafie znalazłam czerwoną, krótką spódniczkę, beżową bluzkę z długim rękawem i żabotem. Z moich długich blond włosów zrobiłam kłosa i byłam gotowa.
Postanowiłam iść do kuchni napić się czegoś, gdy mama wyszła ze swojego pokoju w podobnym stroju. Miała na sobie co prawda długą, ale czerwoną spódnicę, bluzkę z żabotem i marynarkę w tym samym kolorze co spódniczka. Przyjrzała mi się dokładnie, podeszła do mnie i powiedziała:
-Ślicznie wyglądasz Amelko. Nie wiedziałam, że mamy tak podobny gust.
Przytuliła mnie z uśmiechem na twarzy. W tym samym momencie na korytarz wyszedł tata i po chwili Fabian. Tata stał oniemiały, a Fab wybuchnął głośnym śmiechem.
- Haha Ami kiedy wy się tak zgadałyście?
Tata nadal stał osłupiały, ale teraz patrzył na swojego syna. Razem z mamą stojąc pomiędzy nimi najpierw spojrzałyśmy na mężczyznę, potem na chłopca i również wybuchłyśmy śmiechem.
- Fabuś ty lepiej spójrz na siebie.- Powiedziała mama. Jego oczy powędrowały ku lustru,a następnie w kierunku taty. Odsunęłyśmy się trochę, by mu nie zasłaniać.
- No nieźle! Mamo czemu mamy takie same ciuchy?!
- Myślałam, że Ci się spodoba. Bardzo dobrze w tym wyglądasz synku.
- Idę się przebrać!
- Jak on, to ja też.- Odparłam słysząc brata.
-Oj przestańcie, Wyglądacie ślicznie. Zresztą nie mamy czasu, musimy już jechać więc zakładajcie buty i do samochodu.- Oznajmiła nasza rodzicielka, a my z lekkim podirytowaniem wykonaliśmy polecenia.